Wśród nich znajdują się rzesze osób, które głosowały przede wszystkim na upadek rządów Orbána. Na wyzwanie związane z szerokim zapleczem politycznym Magyar zwrócił uwagę w wywiadzie udzielonym dla stacji Partizán bułgarsko-austriacki politolog i komentator polityczny Iwan Krastew. Stworzenie gabinetu spójnego ideologicznie jest w tych warunkach jego zdaniem właściwie niemożliwe: jedyną dostępną opcją dla przyszłego premiera jest postawienie na technokrację.
Magyar kompletuje gabinet ekspercki
Taką właśnie strategię zdaje się realizować Magyar: do rządu zaprasza uznanych w swoich dziedzinach ekspertów oraz osoby, które cieszą się estymą po siłą rzeczy zunifikowanej w ostatnim czasie stronie antyrządowej. I tak choćby znany ze swojego "wężowego" tańca, wykonanego na scenie na tle węgierskiego parlamentu podczas wieczoru wyborczego partii TISZA, przyszły minister zdrowia Zsolt Hegedűs jest ortopedą i byłym prezesem Komisji Etyki Węgierskiej Izby Lekarskiej. Przyszły szef Kancelarii Premiera Bálint Ruff to prawnik związany z lewą stroną węgierskiej sceny politycznej, który od 2023 roku współprowadził popularny program polityczny Vetó w internetowej stacji Partizán. Natomiast przyszłym ministrem infrastruktury i inwestycji zostanie Dávid Vitézy, specjalista i entuzjasta transportu publicznego, działacz miejski, który dwa lata temu o zaledwie 46 głosów przegrał wybory na prezydenta Budapesztu.
Zaledwie kilka godzin po otrzymaniu nominacji Vitézy udzielił wywiadu stacji telex.hu, w której opowiedział, jak wyglądał proces rekrutacyjny. Magyar miał określić swoje wymagania w następujący sposób: od ministrów oczekuje fachowości i skupienia się na powierzonych zadaniach, zero tolerancji dla korupcji i dla arogancji, którą odznaczali się członkowie poprzedniego rządu.
Jednym z najistotniejszych zadań, z jakimi będzie się musiał zmierzyć Vitézy, jest resuscytacja węgierskiej kolei. Jedną z pierwszych zmian, jakie obiecał wprowadzić, jest przywrócenie usuniętego przez poprzednika serwisu informacyjnego MÁV, który pozwalał na śledzenie opóźnień pociągów. To krok tyle symboliczny, co ekonomicznie niewymagający: odnowa od dekad zaniedbywanej kolei - podobnie jak naprawa publicznego systemu ochrony zdrowia czy edukacji - będzie wymagała ogromnych nakładów finansowych, których nowemu rządowi może po prostu zabraknąć.
Potrzeba pragmatyzmu
Słaba sytuacja finansowa Węgier w obliczu rewolucyjnych obietnic wyborczych najpewniej wyznaczy oś polityki zagranicznej nowego rządu. Jak sam przyznał Magyar w wywiadzie dla Associated Press: nowy rząd będzie musiał być pragmatyczny.
W wywiadzie tym zwrócił uwagę na zagrożenia, jakie stanowił zwrot ku Rosji Orbána ze względu na osłabienie pozycji Węgier w NATO i UE. Choć Magyar jest świadom konieczności dywersyfikacji źródeł energii, nie jest zdecydowany na pospieszną rezygnację z rosyjskich paliw kopalnych. Jednocześnie na konferencji prasowej 13 kwietnia przedstawił czteropunktowy plan odblokowania zamrożonych blisko 17 miliardów euro funduszy europejskich: jest zdecydowany przystąpić do Europejskiej Prokuratury, przywrócić niezależność sądownictwa, wolność prasy oraz autonomię akademicką. Do Brukseli pojechał już 29 kwietnia i wrócił z informacją, że wkrótce środki unijne zaczną napływać, a od nowego semestru ponownie uruchomiony zostanie na Węgrzech program wymiany zagranicznej Erasmus.
W zakresie realizacji pozostałych punktów być może będzie mógł poradzić się Donalda Tuska — Magyar wyznaczył Warszawę jako pierwszą stolicę, którą odwiedzi po swoim zaprzysiężeniu. Pod wieloma względami będzie miał od polskiego premiera zadanie łatwiejsze: TISZA rządzić będzie z konstytucyjną większością i historycznie największym mandatem. Węgry to jednak nie Polska, a Magyar to nie Tusk — i to właśnie on będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, które jego wyborcy zadają już teraz: czy historyczna mobilizacja z 12 kwietnia przełoży się na realną zmianę.