Dziennik Gazeta Prawana logo

Zmiana rządu na Węgrzech. Czego możemy się spodziewać po zaprzysiężeniu nowego parlamentu?

dzisiaj, 07:16
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Hungary’s new parliament holds inaugural session
Zmiana rządu na Węgrzech. Czego możemy się spodziewać po zaprzysiężeniu nowego parlamentu?/PAP/EPA
Już 9 maja na Węgrzech zaprzysiężony został nowy parlament, w którym z konstytucyjną większością rządzić będzie TISZA. Na partię Pétera Magyara zagłosowało przeszło 3,3 miliona osób - nieco ponad 53 proc. wszystkich głosujących.

Wśród nich znajdują się rzesze osób, które głosowały przede wszystkim na upadek rządów Orbána. Na wyzwanie związane z szerokim zapleczem politycznym Magyar zwrócił uwagę w wywiadzie udzielonym dla stacji Partizán bułgarsko-austriacki politolog i komentator polityczny Iwan Krastew. Stworzenie gabinetu spójnego ideologicznie jest w tych warunkach jego zdaniem właściwie niemożliwe: jedyną dostępną opcją dla przyszłego premiera jest postawienie na technokrację.

Magyar kompletuje gabinet ekspercki

Taką właśnie strategię zdaje się realizować Magyar: do rządu zaprasza uznanych w swoich dziedzinach ekspertów oraz osoby, które cieszą się estymą po siłą rzeczy zunifikowanej w ostatnim czasie stronie antyrządowej. I tak choćby znany ze swojego "wężowego" tańca, wykonanego na scenie na tle węgierskiego parlamentu podczas wieczoru wyborczego partii TISZA, przyszły minister zdrowia Zsolt Hegedűs jest ortopedą i byłym prezesem Komisji Etyki Węgierskiej Izby Lekarskiej. Przyszły szef Kancelarii Premiera Bálint Ruff to prawnik związany z lewą stroną węgierskiej sceny politycznej, który od 2023 roku współprowadził popularny program polityczny Vetó w internetowej stacji Partizán. Natomiast przyszłym ministrem infrastruktury i inwestycji zostanie Dávid Vitézy, specjalista i entuzjasta transportu publicznego, działacz miejski, który dwa lata temu o zaledwie 46 głosów przegrał wybory na prezydenta Budapesztu.

Zaledwie kilka godzin po otrzymaniu nominacji Vitézy udzielił wywiadu stacji telex.hu, w której opowiedział, jak wyglądał proces rekrutacyjny. Magyar miał określić swoje wymagania w następujący sposób: od ministrów oczekuje fachowości i skupienia się na powierzonych zadaniach, zero tolerancji dla korupcji i dla arogancji, którą odznaczali się członkowie poprzedniego rządu.

Jednym z najistotniejszych zadań, z jakimi będzie się musiał zmierzyć Vitézy, jest resuscytacja węgierskiej kolei. Jedną z pierwszych zmian, jakie obiecał wprowadzić, jest przywrócenie usuniętego przez poprzednika serwisu informacyjnego MÁV, który pozwalał na śledzenie opóźnień pociągów. To krok tyle symboliczny, co ekonomicznie niewymagający: odnowa od dekad zaniedbywanej kolei - podobnie jak naprawa publicznego systemu ochrony zdrowia czy edukacji - będzie wymagała ogromnych nakładów finansowych, których nowemu rządowi może po prostu zabraknąć.

Potrzeba pragmatyzmu

Słaba sytuacja finansowa Węgier w obliczu rewolucyjnych obietnic wyborczych najpewniej wyznaczy oś polityki zagranicznej nowego rządu. Jak sam przyznał Magyar w wywiadzie dla Associated Press: nowy rząd będzie musiał być pragmatyczny.

W wywiadzie tym zwrócił uwagę na zagrożenia, jakie stanowił zwrot ku Rosji Orbána ze względu na osłabienie pozycji Węgier w NATO i UE. Choć Magyar jest świadom konieczności dywersyfikacji źródeł energii, nie jest zdecydowany na pospieszną rezygnację z rosyjskich paliw kopalnych. Jednocześnie na konferencji prasowej 13 kwietnia przedstawił czteropunktowy plan odblokowania zamrożonych blisko 17 miliardów euro funduszy europejskich: jest zdecydowany przystąpić do Europejskiej Prokuratury, przywrócić niezależność sądownictwa, wolność prasy oraz autonomię akademicką. Do Brukseli pojechał już 29 kwietnia i wrócił z informacją, że wkrótce środki unijne zaczną napływać, a od nowego semestru ponownie uruchomiony zostanie na Węgrzech program wymiany zagranicznej Erasmus.

W zakresie realizacji pozostałych punktów być może będzie mógł poradzić się Donalda Tuska — Magyar wyznaczył Warszawę jako pierwszą stolicę, którą odwiedzi po swoim zaprzysiężeniu. Pod wieloma względami będzie miał od polskiego premiera zadanie łatwiejsze: TISZA rządzić będzie z konstytucyjną większością i historycznie największym mandatem. Węgry to jednak nie Polska, a Magyar to nie Tusk — i to właśnie on będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, które jego wyborcy zadają już teraz: czy historyczna mobilizacja z 12 kwietnia przełoży się na realną zmianę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj