- To bardzo ważny dla mnie moment dlatego, że po tygodniu - wystartowałem w poniedziałek - dzisiaj kończę pierwszy ważny etap sztafety Szymona - mówił na konferencji prasowej kandydat. Przypomniał, że wcześniej w sobotę takie biura otworzył w Gdyni i Olsztynie.

Reklama

Hołownia ocenił, że to jest "konwencja wyborcza". On i jego wolontariusze zbierali w sobotę podpisy na listach poparcia jego kandydatury w wyborach. Poinformował, że po dwóch tygodniach zbiórki jest już zebranych ponad 40 tys. podpisów. Sztab chce zebrać ok. 150 tys. podpisów, do rejestracji kandydata wymaganych jest 100 tys. podpisów.

- Jestem przekonany, że polska polityka to nie Hollywood, który wymaga kolejnych wspaniałych aktorów wchodzących z mroku na scenę wśród oklasków. Polska polityka to nie jest miejsce, które powinno być miejscem dla polityków, którzy oczekują uwielbienia i adoracji od ludzi na różnego typu wielkich i mocno przepłaconych wydarzeniach - mówił Hołownia. Dodał, że czas na polityka, który to ludziom będzie mówił, że jest z nich dumny, bo mają chęć do zmiany świata.

Hołownia oceniał, że ruch społeczny, który powstaje dzięki wolontariuszom zaangażowanym w jego kampanię, jest ewenementem w polskiej polityce. Zapowiedział, że jeszcze nie wiadomo jaką formę przyjmie ten ruch, ale deklarował, że nie będzie to partia polityczna.

- Jest obudzony duch. Jakbym był "rynkowcem" i marketingowcem, tobym powiedział, że po tym tygodniu już jestem pewien, że na produkt jest klient. Jest go bardzo, bardzo dużo w Polsce - mówił Hołownia. Tworzenie tego ruchu porównał do "długiego marszu", ale zaznaczył, że ruch ten to nie jest "efemeryda" tylko początek tego ruchu.

Powtarzał, że kandyduje, bo ma dość polityki w partyjnym wydaniu w Polsce. - Zaklinowali się. Sprawili, że państwo staje się coraz mniej wydolne, że instytucje państwa zamiast chronić obywateli, zajmują się gangsterskimi wojnami, ganieniem jedni drugich po instytucjach. A to ci wejdą do NIK-u, a to ci do Sejmu, a to tamci do gabinetu, a to ci w jeszcze jakieś inne miejsce. To jest żenujący spektakl - komentował Hołownia.

Oceniał, że politycy zajmują się sami sobą, a on chciałby być samodzielnym prezydentem, podejmującym własne decyzje, których głównym kryterium będzie to, czy są dobre dla Polski i Polaków różnych wyznań, narodowości, poglądów politycznych, a nie to z jakiej partii politycznej te projekty pochodzą. - To jest ta zmiana, którą chcę zaproponować. Bezpartyjny bezpiecznik. Inne myślenie o polityce. Polityka znowu oparta na wartościach - mówił Hołownia. Dodał, że tylko dzięki ludziom w polityce powinny się pojawić takie słowa jak "prawda, służba", a nie - jak teraz słyszy od wielu osób, z którymi rozmawia - "bagno".

Powtórzył, że najważniejsze elementy jego programu wyborczego to: bezpieczeństwo narodowe, samorządność i działalność obywatelska, środowisko naturalne oraz solidarność w gospodarce i w walce z wykluczeniami.

Hołownia powtórzył, że cała jego kampania jest w całości prowadzona dzięki wpłatom ze zbiórki obywatelskiej, zebrano od wtorku ok. 500 tys. zł.