W przyszłym tygodniu prawdopodobnie zbierze się Sejm, by zająć się proponowanymi przez rząd rozwiązaniami z tzw. tarczy antykryzysowej (składa się z pięciu filarów: obrony przed utratą miejsc pracy, wsparcia dla służby zdrowia, bezpieczeństwa systemu finansowego, wsparcia dla przedsiębiorców i inwestycji publicznych). Założenia "tarczy" zostały zaprezentowane po środowym posiedzeniu Rady Gabinetowej. W środę własne propozycje dotyczące walki z skutkami epidemii koronawirusa przedstawili też politycy Koalicji Obywatelskiej: lider PO Borys Budka i kandydatka na prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska. Chodzi w nich z jednej strony o wsparcie dla pracowników i przedsiębiorców, z drugiej - dla służby zdrowia.

Reklama

Wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Finansów Publicznych Izabela Leszczyna (KO) powiedziała PAP, że projekt, który przewiduje nowelizację kilku ustaw, trafi do Sejmu najpóźniej na początku przyszłego tygodnia. Posłanka liczy, że Prawo i Sprawiedliwość weźmie pod uwagę jej propozycje, ponieważ - w jej ocenie - są dużo korzystniejsze, niż te, które proponuje rząd Mateusza Morawieckiego.

Składamy projekt ustawy i mam nadzieję, że ktoś jednak raczy go przeczytać. Ja na pewno nie będę głosowała za projektem rządowym, który udaje pomoc dla przedsiębiorców - podkreśliła posłanka KO. Jak dodała, projekt Platformy powstał we współpracy z przedsiębiorcami. Robimy wszystko, by rząd zrozumiał, że tarcza, którą szumnie nazywa antykryzysową i ogłosił ją z przytupem wraz z prezydentem, premierem i ministrami, nie jest w żaden sposób rozwiązaniem, nikomu w niczym nie pomaga - oceniła Leszczyna.

Według niej między propozycjami rządowymi i tym, co przygotowała PO, są dwie zasadnicze różnice. Pomoc rządu jest de facto pomocą zwrotną, nasza - bezzwrotną. Rząd mówi o 200 mld, ale z tego jakieś 180 mld to są gwarancje i pożyczki. Rząd więc nie chce dać, tylko pożyczyć. My chcemy dać - to jest pierwsza różnic" - powiedziała wiceszefowa sejmowej komisji finansów.

Druga różnica, też zasadnicza: my dajemy pomoc ex ante, czyli z góry. Przedsiębiorca oświadcza, że ma problemy w związku z epidemią i dostaje od nas wsparcie. W proponowanych przez PiS rozwiązaniach natomiast jest tak, że składa on wniosek do ZUS, ten wniosek jest koszmarnie długi i skomplikowany. I de facto przedsiębiorstwa mogą sobie rozliczać straty na koniec roku. Rządowe propozycje są takie, że pomagają po szkodzie, a nasze przed szkodą - zaznaczyła Leszczyna.

Rząd zapowiedział w środę m.in. wypłatę jednorazowego świadczenia miesięcznego w wysokości ok. 2 tys. zł brutto dla osób prowadzących własną działalność gospodarczą lub zatrudnionych na umowę o dzieło lub na umowę zlecenie. Zdaniem Leszczyny tego typu oferta jest niewystarczająca, ponieważ epidemia koronawirusa potrwa pewnie przynajmniej 3 miesiące. My byśmy chcieli, żeby państwo wypłaciło za marzec połowę wynagrodzenia minimalnego czyli ok. 1300 złotych brutto, a od kwietnia pełne minimalne wynagrodzenie - wskazała posłanka KO. Osoby takie miałyby zostać dodatkowo zwolnione z obowiązku płacenia składek na ZUS.

Wiceprzewodnicząca Komisji Finansów Publicznych skrytykowała ponadto propozycję rządu, by państwo dopłacało do miejsc pracy w firmach z problemami (państwo miałoby pokryć 40 proc. wynagrodzenia, kolejne 40 proc. - pracodawca). Jeśli jakakolwiek firma, np. sklep nie funkcjonuje, nie ma żadnych przychodów, to skąd pracodawca ma wziąć pieniądze, zakładając oczywiście, że pracownik zgadza się, że będzie otrzymywał 80 proc. wynagrodzenia, bo np. pracuje na 4/5 etatu? - zastanawiała się Leszczyna.

Jak dodała, propozycje Platformy zakładają "reset" w gospodarce. Skoro rząd powiedział, że zamykamy sklepy, kina, teatry, to my mówimy: na 3 miesiące państwo oferuje wakacje od składek i podatków, bo nie macie dochodów. Nasza propozycja jest dokładnie taka: przez 3 miesiące nie płacicie. Jeśli się okaże np. w rozliczeniu CIT-u w kolejnym roku, że jednak mieliście dochody, że nie jest tak, że spadły o 20 proc. rok do roku, to zwracacie tę pomoc. Ale jeśli się okaże, że mieliście rok fatalny, ale nie zwolniliście ludzi, to niczego od was już nie chcemy - wyjaśniła Leszczyna.

Platforma w swym "pakiecie bezpieczeństwa" proponuje też wprowadzenie elastycznego czasu pracy, co miałoby ułatwić przedsiębiorcom funkcjonowanie w czasie epidemii. Chce ponadto, by ZUS osobom przebywającym na zwolnieniach (także odbywające kwarantannę) wypłacał 100 proc. pensji, a nie jak obecnie - 80 proc.

Według Leszczyny ważnym elementem "pakietu bezpieczeństwa" miałaby być ochrona pracowników medycznych. My chcemy zapisać, że osoby z personelu medycznego, które pracują z chorymi na COVID-19 mają państwowe ubezpieczenie, czyli gwarancje odszkodowania, jeśli będą miały jakiś uszczerbek na zdrowiu. Chcemy zapisać konieczność testowania cyklicznego tego personelu, bo jest jednak coraz więcej osób zarażonych - powiedziała posłanka Koalicji Obywatelskiej.

Zdaniem wiceszefowej komisji finansów (przy założeniu, że pomoc byłaby potrzebna przez trzy miesiące) to około 65-70 mld złotych, czyli około 3 proc. PKB. Leszczyna rozważa ponadto wprowadzenie rozwiązania, które wspomogłoby lekarzy i pielęgniarki w opiece nad dziećmi. Wiele pielęgniarek i lekarzy zostało przecież w domu, opiekując się dziećmi, bo szkoły są zamknięte, a obecnie bardzo przydałyby się w pracy. Tak naprawdę powinna zostać zorganizowana opieka nad ich dziećmi. Mamy panie przedszkolanki, które nie pracują w tej chwili, być może ktoś będzie chciał sobie dorobić w ten sposób - powiedziała posłanka KO.

Rządowa "tarczy antykryzysowa" przewiduje m.in. odroczenie płatności składek na ZUS o 3 miesiące (późniejsza spłata składek będzie mogła zostać rozłożona na raty), mikropożyczki dla przedsiębiorców do 5 tys. zł, rozszerzony program gwarancji de minimis BGK dla małych i średnich firm (podwyższony zostanie poziom zabezpieczenia kredytu z 60 proc. do 80 proc.) oraz wsparcie w leasingu dla firm z problemami (Agencja Rozwoju Przemysłu przeznaczy 1,7 mld zł na refinansowanie umów leasingowych firm transportowych).