PAWEŁ RESZKA: Ryszard Krauze został przesłuchany jeszcze 21 grudnia, prokuratura ukrywała ten fakt do wczoraj. Czy pana zdaniem jest to w porządku?
ZBIGNIEW ZIOBRO: Prokuratura ma obowiązek informowania o sprawach, które w szczególny sposób interesują opinię publiczną. Tu ten obowiązek złamano. Trudno wyobrazić sobie historię, która bardziej skupiałaby uwagę Polaków niż sprawa przecieku informacji o akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Jeszcze za moich czasów dziennikarze nieustannie kierowali pytania do prokuratury dotyczące pana Ryszarda K.

Jak pan w takim razie tłumaczy zwłokę prokuratorów w ujawnianiu informacji o postawieniu zarzutów Ryszardowi Krauzemu?
Rodzi to podejrzenia, że prokuratura dzieli osoby podejrzane na równych i równiejszych. Wygląda na to, że Ryszard K. jest traktowany przez apolityczną prokuraturę niby ekskluzywny klient. W opinii publicznej może wytworzyć się przekonanie, że ma on prawo do luksusowej obsługi łącznie z ukrywaniem przed mediami informacji o postawieniu mu zarzutów. To jak w eleganckim hotelu, w którym luksusowi kilenci mają luksusowe warunki. Przypominam tylko, że prokuratura to nie hotel. Tym właśnie prokuratorzy różnią się od obsługi dobrych hoteli, że nie są od spełniania oczekiwań i fanaberii.

Pana zdaniem ukrywanie faktu postawienia zarzutów mogło być na rękę Ryszardowi Krauzemu?
Nie wiem. Wiem, że prokuratura ma po pierwsze działać zgodnie z prawem. Po drugie traktować wszystkich równo. Po trzecie, gdy sprawa interesuje opinię publiczną, informować o niej niezwłocznie. Nie chodzi o podawanie informacji o przesłuchaniu przed samym przesłuchaniem. Jednak po fakcie powinno to zostać ujawnione. A skoro zostało upublicznione po tygodniu, i to dopiero gdy DZIENNIK zadał oficjalne pytanie, świadczy to tylko o nowych standardach wprowadzonych przez prokuraturę, którą kieruje prokurator generalny, mecenas Zbigniew Ćwiąkalski.

Ryszard Krauze odmówił zeznań, według naszej wiedzy jest już za granicą. Czy słusznie nie zastosowano żadnego środka zapobiegawczego, np. zatrzymania paszportu?
Ryszard K. przez długi czas nie stawiał się przed prokuraturą. Jest on podejrzany o popełnienie poważnego przestępstwa. Prawo przewiduje w takich wypadkach zastosowanie całej gamy środków zapobiegawczych. Okazuje się jednak, że w jego przypadku takiej potrzeby nie ma. Pewnie gdyby ktoś włamał się do budki z piwem i ukradł tonik i dwa kufle, zastosowano by środki zapobiegawcze. Jednak w przypadku Ryszarda K. mamy wszak do czynienia nie z panem Kowalskim, a ze znanym biznesmenem. W dodatku prokuratorem generalnym jest mecenas, który pisał dla tego biznesmena ekspertyzę prawną. Trzeba o tym pamiętać.

Może trzeba takie sprawy załatwiać w ciszy, spokojnie, a nie tak jak za pana czasów - podczas ciągłych konferencji prasowych, które były krytykowane jako medialny show.
Myśmy traktowali wszystkie sprawy tak samo. Jeśli były w zainteresowaniu opinii publicznej informowaliśmy o tym media, niczego nie ukrywając.