To nie jest wina Śląska, tylko tych, którzy nie zadbali o to, jak odpowiednio tłumić ogniska epidemii. Mówiłem o tym od tygodni, nawet dziecko domyśliłoby się, takie ogniska będą wybuchać w kopalniach mówił Sośnierz.

Reklama

Sośnierz był pytany o zapewnienia ministra zdrowia, który mówił, że epidemia jest pod kontrolą.

Niczego nie mieliśmy pod kontrolą i sam przed tym ostrzegałem. Nie mówimy o przepowiadaniu przyszłości, to było całkowicie do przewidzenia, tymczasem Ministerstwo Zdrowia zaniedbało walkę z epidemią, nie przygotowało żadnej właściwej reakcji na to, co mogło zdarzyć się na Śląsku, jak i w innych dużych, gęsto zaludnionych regionach – ocenił polityk.

Poseł Porozumienia był pytany o sytuację na Śląsku.

Gdy na Śląsku uruchomiono masowe badania, zaczęło to przypominać prawdziwą walkę z epidemią. Ale ciągle brakuje np. zespołów przeciwepidemicznych, które prowadziłyby równolegle skuteczny i skrupulatny wywiad. Taki, który szybko identyfikowałby zakażonych i ich kontakty. Na Śląsku pomoc ze strony władz centralnych jest niewielka i myślę tu o strategii działania, która opiera się praktycznie wyłącznie na aktywności wojewody. Ministerstwo Zdrowia i Główny Instytut Sanitarny biernie poddali się epidemii – stwierdził Sośnierz w rozmowie z "Dziennikiem Zachodnim”.

Polska, jak i cała Europa wschodnia choruje i zakaża się inaczej, więc skończmy z tymi porównaniami do Włoch czy Hiszpanii. To są dwie zupełnie inne wrażliwości biologiczne. To już jest fakt, że w krajach byłego bloku wschodniego reagujemy na koronawirusa inaczej niż w Europie zachodniej i może wynikać to z obowiązkowych szczepień na gruźlicę, które u nas przeprowadzano w PRL, a które nie były powszechne na Zachodzie. To nie jest zasługa rządu, że mamy mniejszą umieralność niż we Włoszech – dziękujmy raczej zwyczajom poprzedniego ustroju. Nie porównujmy się z Włochami, porównajmy się ze Słowacją, w której na milion mieszkańców jest tylko 5 ofiar śmiertelnych, czyli sześć razy mniej niż w Polsce – dodał.

Polityk został również zapytany o czym świadczy decyzja Jacka Sasina o zamykaniu 12 kopalń.

O niefrasobliwości, a przy tym o braku umiejętności podejmowania decyzji. Do tej pory w Polsce ministerstwo zdrowia nie zbudowano tak potrzebnej bazy laboratoryjnej do wykrywania wirusa. Badania wśród górników dobrze to pokazały, gdy na wyniki trzeba było czekać kilka, a nawet kilkanaście dni. Tak to możemy te problemy wydłużać w nieskończoność i udawać, że nadal wypłaszczamy krzywą. Rząd nie ma nawet świadomości, że po tych chaotycznych działaniach wobec epidemii, zwłaszcza na Śląsku, górnicy stracą resztki zaufania do premiera, ministrów czy innych polityków, którzy powinni podejmować słuszne decyzje. Górnicy tracą wiarę, że ktoś nad tym wszystkim panuje i ja nad tym ubolewam – ocenił Sośnierz w "DZ”.

Poseł Porozumienia był również pytany o to, czy zamykanie kopalń to dobry pomysł.

Lepiej późno niż wcale, choć – powtórzę po raz setny: gdyby wprowadzono program walki z epidemią, takich ognisk na Śląsku w ogóle by nie było albo byłyby dużo mniej intensywne. Minister zdrowia mówi: to tylko ogniska. A co ma być? Epidemia tak właśnie przebiega i rozwija się: ogniskami. Wirus nie kalkuluje sobie, że zarazi co dziesiątego. Ciężko słucha się czegoś takiego – odpowiedział.

Był szef NFZ został również zapytany kiedy w Polsce skończy się epidemia.

Nie wiem. Nasza krzywa wciąż przebiega jak w Szwecji. Nie stłumiliśmy aktywnie żadnych ognisk i one ciągle się odradzają - tłumaczył Sośnierz.

Jedyna różnica polega na tym, że mamy więcej zakładów, w których epidemia może się łatwiej rozwijać. Czy premier i minister zdrowia nie wiedzieli tego dwa miesiące temu? Dla śląskiego górnictwa należało już dawno przygotować specjalny program zapobiegania epidemii. Czy przygotowano? Nie – dodał w ”DZ”.