Od momentu opublikowania ostatecznych wyników przez Państwową Komisję Wyborczą (PKW) na zgłoszenie protestów wyborczych są trzy dni, co oznacza, że termin mija w czwartek. PO i sztab Rafała Trzaskowskiego rozkręcają akcję zgłaszania nieprawidłowości i składania formalnych protestów. Ma być ona przeprowadzona dwutorowo. Z jednej strony chodzi o aktywizację obywateli, stworzenie nieformalnego „ruchu kontroli wyborów”. Jeden z polityków PO mówi, że aktywne tu będą m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka czy prawnicy z inicjatywy „Wolne Sądy” (uruchomili już infolinię). Z drugiej strony swoje przedsięwzięcie przygotowuje otoczenie Rafała Trzaskowskiego. – Jako komitet wyborczy przygotowujemy protest wyborczy do Sądu Najwyższego – zapowiedział wczoraj Cezary Tomczyk z PO. Jak mówią nam politycy tej partii, ma być gotowy już dziś.

Reklama

Najwięcej protestów zapewne będzie dotyczyło głosowania za granicą. – W Chile i Irlandii zdarzyły się niewyobrażalne sytuacje. W Chile mimo sygnałów Polonii nie stworzono komisji wyborczej, a w Irlandii taka komisja była, ale można było głosować jedynie korespondencyjnie, a nie osobiście. W obu przypadkach nasi dyplomaci twierdzili, że to decyzje wynikające z braku pozwolenia miejscowych władz. Mamy potwierdzenie zarówno od władz Chile, jak i Irlandii, że nie było przeciwwskazań do odmiennych decyzji. To obnaża politykę MSZ wobec Polonii – mówi senator PO Bogdan Klich. MSZ się nie zgadza z tymi zarzutami. – Występowaliśmy do wszystkich krajów z notami w sprawie możliwości głosowania także po pierwszej turze i decyzje były zgodne ze stanowiskiem miejscowych władz – podkreśla wiceminister MSZ Paweł Jabłoński.

W związku z tą sytuacją mają być złożone protesty wyborcze. Oprócz tego PO spodziewa się wielu indywidualnych protestów dotyczących zwłaszcza głosowania korespondencyjnego. Klich wylicza cztery rodzaje powodów do ich złożenia. Pierwsza grupa to osoby, którym mimo prób nie udało się dopisać do spisu wyborców. Kolejna – zarejestrowani wyborcy, którzy nie otrzymali pakietów wyborczych. Następna to ci, którzy otrzymali pakiety, ale było zbyt późno, by je odesłać. Wreszcie ostatnia to wyborcy, którzy sądzą, że choć głos dotarł, to nie został uwzględniony. Inny polityk Koalicji Obywatelskiej w rozmowie z DGP wymienia ogółem cztery kategorie spraw, co do których mogą się pojawić protesty: liczbę nieważnych głosów oddanych za granicą, liczbę nieostemplowanych kart, to, że w niektórych miejscach w prace komisji wyborczych czynnie mieli angażować się konsulowie, oraz rolę, jaką w tej kampanii odegrała telewizja publiczna, opowiadająca się za Andrzejem Dudą.

– Liczymy na to, że wszystkie przypadki, w których jest podejrzenie nieprawidłowości wyborczych, zostaną ocenione przez SN. Nie można dopuścić do puszczenia płazem udokumentowanych nieprawidłowości – podkreśla Bogdan Klich.

W ramach tzw. odnogi obywatelskiej całej akcji już wczoraj PO uruchomiła stronę internetową ProtestWyborczy2020.pl, za pośrednictwem której każdy może zgłosić zaobserwowane przez siebie nieprawidłowości przy wyborach lub samodzielnie złożyć protest. W tym drugim przypadku zawarte są wzory takich protestów – zarówno o charakterze ogólnym, jak i na konkretne przypadki: brak karty do głosowania, brak oświadczenia, brak pieczęci na karcie, niedostarczenie pakietu wyborczego i niedostarczenie pakietu w terminie. Jak sprawdziliśmy, domena, pod którą widnieje strona, została utworzona nie teraz, ale już 11 maja br., czyli tuż po słynnych wyborach, które nie doszły do skutku.

– Grunt to wiara w zwycięstwo – ironizują politycy PiS. Pojawiły się także głosy prawników podważające wybory w całości jako przeprowadzone w trybie nieopisanym w konstytucji. W ten sposób wypowiadał się wczoraj w Tok FM były prezes TK Jerzy Stępień. Ale nie wiadomo, czy pojawią się tego typu protesty.

Jak wynika z danych PKW, ogółem w ramach głosowania korespondencyjnego do wyborców trafiło 704 111 pakietów wyborczych, z czego odesłali oni 614 631. Ale w tej grupie były źle lub niewypełnione wcale oświadczenia głosujących lub niezaklejone koperty z głosem, dlatego ostatecznie do urn trafiło 593 269 głosów. Liczba nieważnych głosów – zarówno korespondencyjnych, jak i oddanych osobiście – wyniosła 177 724, czyli 0,86 proc. ogółu. Pięć lat temu w II turze głosów nieważnych było 250 tys., procentowo relacja wyższa - 1,47 proc. Najwięcej głosów nieważnych – 102 453 – to efekt znaku „x” przy nazwisku obu kandydatów, a kolei z powodu niepostawienia iksa obok nazwiska żadnego kandydata za nieważne uznano 75 271 głosów.

Jaka jest szansa, że akcja protestacyjna odniesie skutek? Raczej niewielka, co zresztą przyznają nam sami jej inicjatorzy. Wszyscy zdają sobie sprawę, że różnica głosów między Andrzejem Dudą a Rafałem Trzaskowskim wynosi 422 385. Przy tak dużej frekwencji, w sytuacji, gdy obaj kandydaci dostali po ponad 10 mln głosów, to niewiele. Ale w kontekście protestów wyborczych – już sporo. – Składamy protesty, ale nie liczmy na podważenie wyniku wyborów. Nawet jeśli skutecznych protestów byłoby 200 tys., to i tak sporo mniej niż dystans między naszym kandydatem a prezydentem Dudą – przyznaje polityk PO.

Podobnie wypowiada się PiS. – Zawsze wynik wyborów musi być oceniony przez Sąd Najwyższy. Natomiast przewaga prezydenta Andrzeja Dudy nad Rafałem Trzaskowskim jest tak duża, że nawet gdyby były jakieś nieprawidłowości, a przecież mogą dotyczyć głosów wyborców obu kandydatów, to nie ma podstaw, żeby tych wyborów nie uznać – mówi rzecznik sztabu wyborczego Andrzeja Dudy Adam Bielan.

W Krajowym Biurze Wyborczym również słyszymy sceptyczne opinie. – Po pierwsze, składając taki protest, trzeba uzasadnić wpływ opisywanych w nim sytuacji na wynik wyborów. Po drugie, różnica między obu kandydatami jest na tyle duża, że trudno będzie uzbierać aż taką liczbę protestów, które mogłyby tu coś zmienić – ocenia nasz rozmówca.

Do tej pory największą liczbę protestów wyborczych – ok. 600 tys. – zgłoszono po wyborach prezydenckich w 1995 r., gdy doszło do starcia między Aleksandrem Kwaśniewskim i Lechem Wałęsą. Ich powodem było to, że na obwieszczeniu wyborczym podano, że Wałęsa ma wykształcenie „zasadnicze”, a Kwaśniewski „wyższe”. Okazało się jednak, że ten drugi dysponuje wykształceniem średnim. Protesty dotyczyły wprowadzenia w błąd wyborców. Rozpatrujący je SN niewielką większością głosów i przy kilku zdaniach odrębnych uznał ważność tych wyborów.

– Z perspektywy lat uważam, że była to błędna decyzja, a drugą turę należało unieważnić. I przeprowadzić ją ponownie, wcześniej publikując obwieszczenie o kandydatach z prawdziwymi danymi o ich wykształceniu. Niech suweren rozstrzygnie, czy nieprawdziwa informacja zdecydowała o wyborze, a w konsekwencji czy kłamstwo popłaca – mówił nam w jednym z wywiadów były szef PKW i sędzia SN Wiesław Kozielewicz.