We wtorek Gill-Piątek wyszła z klubu Lewicy i z partii Wiosna Roberta Biedronia, aby wstąpić do ruchu Polska 2050 Szymona Hołowni. W rozmowie z PAP mówi o odejściu z klubu, rozbieżnościach, jakie ma lewicowa posłanka z kojarzonym z chadecją Hołownią, a także odpowiada na zarzuty ws. "kłusownictwa politycznego".

Reklama

PAP: Spodziewa się pani ostracyzmu ze strony byłych kolegów i koleżanek z Lewicy?

Hanna Gill-Piątek: Myślę, że na początku będzie nie tyle ostracyzm, co taka nieufność. To się potem przetrze. Wszyscy działamy w ramach opozycji i nie ma różnic, jeżeli chodzi o fundamentalne sprawy.

PAP: Wśród posłów Lewicy po pani odejściu wiele jest słów krytycznych. Wiceszef klubu Tomasz Trela, który razem z panią był w sztabie wyborczym kandydata na prezydenta Roberta Biedronia, mówi o "kłusownictwie politycznym". Jak to pani odbiera?

H.G.-P.: To mówi bardzo wiele o podmiotowym traktowaniu kobiet w polityce dlatego, że Szymon Hołownia nie zawinął mnie w dywan i nie przerzucił przez siodło, tylko to była moja suwerenna decyzja. To ja chciałam wejść do ruchu Polska 2050.

PAP: Nie odnajdywała się pani w klubie Lewicy, że postanowiła pani z niego odejść?

H. G.-P.: Odnajdywałam się dopóki nie podjęłam decyzji, że warto zmienić drogę. W tej chwili jest taki moment, że skończyła się kampania prezydencka, ja też nie chciałam wychodzić z Lewicy i robić zakłóceń podczas kampanii, chociaż nie ukrywam, że się mentalnie przygotowywałam, żeby zacząć nową drogę.

Lewica się w tej chwili konsoliduje. Wiosna Roberta Biedronia przestaje istnieć. Za moment wszyscy wejdą na pokład SLD pod nazwą Nowa Lewica. Jesteśmy więc między czymś, co się zamknęło: kampanią prezydencką, a czymś, co dopiero ma się otworzyć, czyli kongresami programowymi i tym ruchem, który Lewicę jakoś wzmocni. Jest to więc najlepszy czas, żeby wyjść z Lewicy, bo to jest moment uczciwy, żeby odpowiedzialnie podjąć tę decyzję.

PAP: Czym przekonał panią Szymon Hołownia, aby to do jego ruchu dołączyć, a nie np. do Koalicji Obywatelskiej?

H.G.-P.: W Koalicji byłoby mi pewnie łatwiej, bo to jest klub i wiąże się z tym ogromne wsparcie w Sejmie, a tak będę siedzieć w ciemnym pokoiku dla posłów niezależnych, jak to mnie straszono czasem.

Szymon mnie przekonał tym, co mówił w kampanii głównie i ja go też znam prywatnie: mamy dużo wspólnych znajomych, pisaliśmy do tych samych tytułów. Przeszliśmy tę samą drogę właściwie, ale w różnych miejscach. Te wszystkie akcenty społeczne, które są w jego biografii, to w mojej też są obecne i myślę, że to podobieństwo tutaj zagrało, ta taka chemia podczas rozmów też.

PAP: Mówi pani o tych samych tytułach, ale pani kojarzona jest z "Krytyką Polityczną", a Hołownia z "Tygodnikiem Powszechnym".

H.G.-P.: Ale oboje pisaliśmy do "Gazety Wyborczej", więc gdzieś spotykaliśmy się w tym mainstreamie. To jest też dobre odbicie, żeby powiedzieć, że to nie jest tak, że nagle wszyscy posłowie Lewicy pójdą do Szymona Hołowni, bo absolutnie ruch nie jest naznaczony tymi wytartymi schematami prawo-lewo. Raczej, jeżeli zdecyduje się ktoś, kto ma pewien dorobek społeczny albo bardzo podobną nutkę, chęć działania dla tych rzeczy, które są tu i teraz, to będzie ta osoba - obojętnie czy z prawicy czy z lewicy.

PAP: Czyli nie będzie budowanie lewego skrzydła ruchu Hołowni?

Reklama

H.G.-P.: Lewe skrzydło już jest. Teraz czekamy na inne skrzydełka.

PAP: Będzie pani taką osobą, do której będą się w Sejmie zgłaszać osoby, które chcą się przyłączyć do ruchu Hołowni?

H.G.-P.: Pewnie w naturalny sposób, jeżeli ktoś się zgłosi i podejmie taką odpowiedzialną decyzję, że chciałby porozmawiać z Szymonem, żeby zasilić ekipę Szymona w parlamencie, to ja będę oczywiście tą pierwszą osobą, do której będzie można przyjść.

PAP: To jakie będą kolejne nazwiska w ekipie Szymona?

H. G.-P.: Spekulacje jakie na swój temat i innych posłów czytałam od dłuższego czasu w internecie wskazują na to, że wszystko jest możliwe. Czekamy spokojnie. Jak będzie coś do ogłoszenia, to staniemy na konferencji.

PAP: W pani kampanii parlamentarnej pojawił się wątek antyklerykalny, bo rozdawała pani paragony z kosztami, które państwo płaci na Kościół w Polsce, a Hołownia kojarzy się jednak z Kościołem.

H.G.-P.: Dopóki się nie upewniłam, że Szymon mógłby stanąć pod katedrą ze mną z kasą fiskalną, to do tej pory nie podjęłam decyzji. Nigdy w kampanii nie zwracałam się przeciw religii, przeciw wierze, jak zresztą cała Lewica, nigdy nie mówiliśmy nic złego na ten temat. Punktowaliśmy tylko wykroczenia Kościoła, jak brak rozliczeń, publiczne pieniądze, pedofilia i te wszystkie rzeczy Szymon też punktuje.

Mamy minimalną różnicę w tym, że ja mówiłam o wyprowadzeniu religii ze szkół, a Szymon z powodów organizacyjnych w małych miejscowościach chciałby je utrzymać.

PAP: Wielokrotnie stawała pani na konferencjach Lewicy ws. obrony konwencji stambulskiej, czy spraw dotyczących przerywania ciąży. Coś się w tej kwestii zmieniło?

H.G.-P.: Nic się nie zmieniło, bo to obiecałam swoim wyborcom i wszystko, co obiecałam swoim wyborcom jest aktualne i tak będę głosować w Sejmie, jeśli pojawią się takie ustawy. Szymon głosowałby inaczej, ale tu mamy protokół rozbieżności. Jest 90 proc. spraw, które nas łączą i niewielki obszar spraw światopoglądowych głównie, które nas dzielą.

PAP: Jako obecna współpracowniczka Hołowni, a była sztabowiec Biedronia, na kogo głosowała pani w wyborach prezydenckich?

H.G.-P.: Na Roberta Biedronia.