Rada Ministrów przyjęła niedawno Narodowy Program Szczepień, którego celem jest doprowadzenie w 2021 r. do odporności populacyjnej. Szczepionki na koronawirusa mają być darmowe, dobrowolne i dwudawkowe. Program przewiduje, że w pierwszej kolejności szczepienia otrzymają pracownicy sektora ochrony zdrowia, sanepidu i DPS-ów; po nich będą mogli zaszczepić się nauczyciele, żołnierze i seniorzy z domów opieki. W środę szef KPRM Michał Dworczyk mówił, że jeżeli producent dotrzyma deklaracji, to szczepienia grupy zerowej będą mogły się rozpocząć jeszcze w grudniu tego roku. Podkreślił, że jest to uzależnione od terminu zarejestrowania i dostarczenia szczepionki do Polski. Informował, że 15 stycznia Polska ma osiągnąć gotowość operacyjną do tego, by rozpocząć zapisy na szczepienia.

Reklama

Plany rządu dot. szczepień ocenił w rozmowie z PAP marszałek Senatu, z zawodu lekarz. Zauważył, że doświadczenie ze szczepionkami na grypę, które miały być we wrześniu, a do tej pory ich w takich ilościach, jakie są potrzebne nie ma, nakazuje dużą ostrożność do tych optymistycznych deklaracji. Podkreślił, że nie ma jeszcze decyzji odpowiednich instytucji europejskich w sprawie dopuszczenia szczepionki.

Ja się będę cieszył, jeśli wyszczepimy masowo kilka milionów Polek i Polaków, ale na przykład dziwię się, że w pierwszej grupie tych osób najbardziej zagrożonych nie znalazła się grupa ludzi po transplantacjach. Bo to jest liczba policzalna - kilka czy kilkanaście tysięcy, czyli z punktu widzenia statystyk nieistotna, a to są ludzie ogromnie zagrożeni, ponieważ immunosupresja, którą muszą przyjmować z powodu przeszczepienia narządu, powoduje, że są wystawieni na działanie koronawirusa w sposób zdecydowanie bardziej agresywny niż ludzie z normalnym układem immunologicznym. A ich w pierwszej grupie nie ma - powiedział Grodzki.

Jego zdaniem, takich rzeczy, do których należałoby podejść inaczej, jest więcej. Optymiści mówią, że zaczniemy masowo szczepić w styczniu, realiści mówią, że to będzie luty-marzec, a pesymiści - że maj-czerwiec. Czas pokaże - zaznaczył marszałek Senatu.

Pytany, czy dołączy do kampanii informacyjnej dotyczącej szczepień i czy sam zamierza się zaszczepić, Grodzki powiedział, że nie ma najmniejszego z tym problemu, choć - jak zauważył - w wielu krajach przed szczepieniem prowadzi się ocenę, czy człowiek nie ma przeciwciał z racji przebycia choroby. Podkreślał, że jeśli ktoś ma wysokie miano przeciwciał, to w zasadzie nie musi się szczepić. U nas ogłoszono, że tego nie będzie, więc to jest trochę dyskusyjne podejście - ocenił marszałek Senatu.

Podkreślił jednocześnie, że zawsze był zwolennikiem szczepień, dawno przed pojawieniem się koronawirusa. Zauważył też, że czynności medyczne są z natury czynnościami intymnymi i nie wie, czy się zaszczepi publicznie.