Minął zaledwie miesiąc od rozpoczęcia w Polsce akcji szczepień, a już trwa wzajemne oskarżanie się o to, kto ponosi odpowiedzialność za chaos i niedobory zastrzyków. Wskutek tych problemów kilkaset tysięcy osób nie dostało preparatu w zapowiadanym terminie. Rząd nie ma sobie nic do zarzucenia, twierdząc, iż winne są opóźnienia w dostawach i Bruksela, która nie naciska wystarczająco na koncerny farmaceutyczne. Opozycja z kolei wytyka rządzącym, że nie kupili prawie 16 mln dawek, które były dla nas dostępne. Koncerny zaś mówią, że brakuje im mocy przerobowych. Na zarzut, że sprzedają do innych państw kosztem Unii, między wierszami przyznają: inni zapłacili wcześniej i więcej.
Reklama

Brakujące 16 mln

Burza rozpętała się po rozpoczęciu 15 stycznia zapisów na szczepienia najstarszych Polaków. Terminy do końca marca rozeszły się w kilka dni. Wiele osób nie mogło się dodzwonić na infolinię, a w mediach pojawiły się obrazki seniorów czekających przed punktami szczepień w kilkunastostopniowym mrozie, ale odsyłanych z kwitkiem. Rząd już w niedzielę 24 stycznia – dzień przed podaniem pierwszych dawek – ogłosił, że na razie nie ma wolnych okienek. I zaapelował do starszych osób o pozostanie w domach.
Opozycja zarzuciła rządowi, że zrezygnował z wykupienia 8,5 mln dawek od Pfizera/BioNTechu oraz 7 mln od Moderny, które nam oferowano. – W efekcie rząd zamówił od firmy Pfizer zamiast 50 mln tylko 41,5 mln – mówi Bartosz Arłukowicz, były minister zdrowia za czasów Platformy Obywatelskiej, obecnie europoseł. I dodaje, powołując się na komunikaty Komisji Europejskiej, że gdybyśmy kupili więcej, otrzymywalibyśmy kolejne dostawy już od II kwartału.
Michał Dworczyk, pełnomocnik rządu ds. szczepień, bronił się, że 8,5 mln dawek od Pfizera, o które trwa spór, byłoby dostępne dopiero pod koniec roku, a może nawet na początku przyszłego. Politycy PO ironizują, że rząd najwyraźniej czeka na obniżkę cen preparatów, biorąc pod uwagę, że Unia zapłaciła o 24 proc. mniej za zastrzyki Pfizera/BioNTechu niż Stany Zjednoczone, a w przypadku leku AstryZeneki – 45 proc. mniej.
W środę premier Mateusz Morawiecki, odpierając ataki opozycji, zapewnił, że Polska kupiła 85 mln dawek szczepionki w ramach unijnych mechanizmów (z tego 25 mln z puli dawek dodatkowych). – Problemem jest dostępność dawek, z czym borykają się wszystkie państwa Unii Europejskiej – wyjaśniał premier. Rząd przekonuje też, że Polska nie potrzebowała kolejnych dawek szczepionki Moderny i Pfizera – ich dostawy przewidziano bowiem na przełom 2021 r. i 2022 r., co nie miałoby znaczenia dla tegorocznego kalendarza szczepień.
Z 85 mln sztuk, o których mówi premier, na Pfizera przypada ok. 41 mln szczepionek, a na Modernę ok. 6,6 mln. To na razie jedyne preparaty dopuszczone w Unii. Europejska Agencja Leków ma w najbliższych dniach podjąć decyzję w sprawie dopuszczenia do użycia zastrzyków AstryZeneki (może to nastąpić jeszcze w ten piątek). Brytyjczycy szczepią nimi już od początku stycznia. Oni podpisali jednak umowę z koncernem trzy miesiące wcześniej niż UE i zapłacili więcej (badania nad szczepionką były zresztą prowadzone wspólnie z Uniwersytetem Oksfordzkim).