W niedzielę podczas spotkania z mieszkańcami Kędzierzyna-Koźla prezes Prawa i Sprawiedliwości podkreślił, że "tradycja solidarnościowa to jesteśmy my, a tradycja PZPR i sojuszników to jest pan pierwszy sekretarz Tusk i cała ta kamaryla". Przy czym zważcie państwo jest tu pewna analogia: tamci u początku swojej władzy przyjeżdżali tutaj skąd? Z Moskwy. A skąd on przyjechał? No, co prawda z Brukseli, ale tak naprawdę z Berlina - powiedział. To są już oczywiście troszkę żarty, ale naprawdę coś w tym jest. To jest naprawdę bardzo, bardzo ważne porównanie, ale żeby to porównanie nabrało politycznego znaczenia, nabrało społecznej siły, to potrzebny jest nasz ogromny wysiłek - zaznaczył.

Reklama

To, co się dzieje w naszym kraju, dzieje się tylko dlatego, że jedna ze stron tego sporu ma dużą przewagę medialną. Swego czasu miała miażdżącą przewagę medialną. Praktycznie miała wszystkie media, żadnego realnego pluralizmu w Polsce nie było. Nie dlatego, że wychodziła Gazeta Polska, wychodziło kilka innych tygodników, było oczywiście Radio Maryja, no, ale to wszystko było tak słabe w porównaniu z tą całą resztą, że trudno mówić o realnym pluralizmie. Dopiero dziś on istnieje i straszliwie przeszkadza tamtej stronie. Zauważcie: ci demokraci przez cały czas uważają, że jak ktoś ich krytykuje, czy w ogóle broni tej rzeczywistości, to jest to szczujnia i trzeba to zlikwidować - mówił Jarosław Kaczyński. Tak to jest w tym myśleniu demokratycznym nowego typu. Używam określenia +nowego typu+ nieprzypadkowo, bo przecież jak Lenin tworzył partię bolszewicką, to była to partia - według niego - nowego typu - dodał.

Otóż musimy podjąć ogromny wysiłek, w tym także taki wysiłek indywidualny. Dzisiaj scena polityczna, ten podział wpływów na tej scenie, ten mierzony sondażami, wygląda tak: z jednej strony jesteśmy my - ostatnio 38 proc. Przypominam: jeszcze 2 (proc.) Kukiz. Kukiz, co prawda jest, jaki jest, wy go tutaj najlepiej znacie - ja go bardzo lubię, bo go znam też tak zupełnie prywatnie, osobiście, nawet żeśmy razem śpiewali, ja lepiej - ale też 2 proc. ma, a to jest bardzo licząca się liczba. Czyli razem 40 (proc.) - powiedział prezes PiS.

No, ale reszta jest w różnych miejscach. Część w Konfederacji, która jest bardzo prawicowa, ale też niestety bardzo prorosyjska. I to nam radykalnie przeszkadza. A poza tym ta część tych tzw. wolnościowców, no to są ludzie, którzy mają poglądy wzięte od Korwina-Mikkego, a kiedy było pytać Korwina-Mikkego - tez go znam i to wiele, wiele lat, nawet dłużej niż Kukiza - gdzie takie koncepcje zostały zrealizowane, to on odpowiadał, że na Wyspach Dziewiczych - mówił. My tych wysp tu nie jesteśmy w stanie przenieść, ani samemu się na te wysyp przenieść. Będzie z tym kłopot - zaznaczył. Ale to jest 9 proc. i proszę zwrócić uwagę, że jak to wszystko podsumować to jest 49 proc. nawet w obecnym momencie, tego elektoratu, który jednak nie jest lewicowy - dodał.

Reklama

Ale jest też te 51 czy 50 proc., bo tam jest też ta grupa nieliczona. Maleńkie Stronnictwo to jeszcze jeden proc. Ja Porozumienie zaliczam do tamtych, bo Gowin, że tak powiem przeszedł na tamta stroną, wobec tego zaliczam go do tamtych. To jest razem 50 proc. Więc każdy przekonany człowiek jest niesłychanie ważny, a można to robić także osobiście, w kręgu znajomych, przyjaciół, także wśród ludzi, których się gdzieś incydentalnie spotka. Jeżeli oni nie należą do tej grupy, która została uwzględniona w tych badaniach, bo to są badania po tzw. skrócie, czyli w skróceniu do 100, czyli bez niezdecydowanych... Tych niezdecydowanych jest w tej chwili naprawdę bardzo dużo i to są ludzie, którzy bardzo często odeszli od nas pod wpływem tej propagandy, że wszystko jest źle, a którzy nie przeszli gdzie indziej, to naprawdę można ich przekonać. No i niektórych, to może jest dużo rzadsze, z tych, którzy popierają tamtych, czasem też można przekonać - zaznaczył Kaczyński. Każdy głos na wagę złota szanowni państwo. Pamiętajcie o tym: każdy głos na wagę złota - podkreślił.

Trzeba, i to mówię do członków naszej formacji, ale i do naszych sympatyków, trzeba te 11 miesięcy, czy niespełna 11 miesięcy wykorzystać - powiedział prezes PiS. Oczywiście trzeba też bardzo aktywnie uczestniczyć w kampanii wyborczej sensu stricto - wskazał.

Korpus ochrony wyborów

Druga sprawa to korpus ochrony wyborów - przypomniał. Oni już z góry już twierdzą, że jeśli my wygramy wybory, to znaczy, że będą sfałszowane. Oni powierzyli pilnowanie wyborów KOD-owi, czyli formacji o awanturniczym charakterze. Łatwo doprowadzić do kilkuset awantur w kraju, a jest około 30 tys. (...) obwodowych komisji wyborczych, żeby przy pomocy internetu, telewizji w Polsce i w świecie, okazało się, że te wybory to jedna wielka awantura i w gruncie rzeczy one powinny być unieważnione. Wiec my musimy mieć w każdym lokalu obwodowej komisji przynajmniej dwie osoby - mówił prezes PiS. Podał, że konieczne jest też stworzenie biur kontroli wyborów Zjednoczonej Prawicy, które będzie odbierać sygnały o ewentualnych nieprawidłowościach i przekazywać je do wojewódzkich komisji wyborczych i wspierać też poprzez wysyłanie dodatkowych sił do komisji tam, gdzie się dzieje coś złego. Musi oczywiście też istnieć centralne biuro" i jego kontakt z Państwowa Komisją Wyborczą - dodał.

Myśmy ten plan przygotowali już dawno, ale dwa razy nam on nie wyszedł, przynajmniej nie wyszedł do końca. Tym razem musi wyjść. Musi być 70, a może nawet 75 tys. ludzi, którzy są gotowi 24 godziny na to poświęcić (...). Naprawdę trzeba tego dopilnować. Trzeba tego dopilnować, bo my wykonamy swoje obowiązki - jest już odpowiedni Kodeks wyborczy, czy zmiany w Kodeksie wyborczym, przygotowane, zęby było trudniej fałszować, bo teraz są luki w tym mechanizmie kontroli - ale bez ludzi, bez zaangażowania działaczy partyjnych i tych, którzy są bezpartyjni a nas wspierają, nie uzyskamy tego - zaznaczył Kaczyński.

Poinformował, że "w niektórych obwodach mamy już połowę tego składu przygotowanego". Zaapelował by "już teraz pracować nad tymi brygadami tego korpusu, czy pułkami, bo różnie można to powiedzieć, czy może tylko batalionami". Trzeba uczynić tu wszystko i pamiętać, że jakaś część ludzi czy to z powodów osobistych, czy chwili słabości zawodzi, i w związku z tym trzeba tych ludzi mieć jeszcze więcej - zaznaczył. To jest moja wielka prośba i jednocześnie warunek żebyśmy w październiku przyszłego roku mogli świętować cos, co w Polsce się nie zdarzyło, ale w Europie, świecie demokratycznym jest czymś zupełnie normalnym, czyli trzecie nasze zwycięstwo wyborcze - wskazał prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Autorzy: Danuta Starzyńska-Rosiecka, Marek Szczepanik