Macierewicz pytany był w poniedziałek w TVP Info o niedzielne doniesienia portalu TVN24 dot. śledztwa Prokuratury Krajowej ws. katastrofy smoleńskiej. Wedle tych doniesień, śledczy z międzynarodowego zespołu biegłych powołanego przez PK, którzy w 2020 roku badali ciała ofiar katastrofy, sformułowali wniosek, w którym wskazali, że nie znaleźli w ciałach dowodów na wybuch.
- powiedział, pytany o te doniesienia Macierewicz.
Jak oświadczył, "według zespołu międzynarodowych biegłych badających salonkę nr 3 samolotu i ciała osób, które tam siedziały, stopień zniszczenia ciał wskazuje na to, że tam nastąpiła eksplozja". ocenił polityk. Dodał, że "prokuratura zakwestionowała wniosek, wskazała, że trzeba go zupełnie inaczej sformułować".
mówił Macierewicz, odnosząc się postanowienia warszawskiego sądu okręgowego z listopada o tymczasowym zatrzymaniu Pawła Plusnina, Wiktora Ryżenki i Nikołaja Krasnokutskiego, którzy 10 kwietnia 2010 r. kierowali ruchem lotniczym na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj i sprowadzali rządowy samolot Tu-154M.
Polityk PiS dodał, że "sąd odwołuje się przede wszystkim do tego, że kontrolerzy ruchu świadomie tak sprowadzali samolot, żeby doszło do katastrofy, która mogła doprowadzić do śmierci wszystkich, którzy lecieli tym samolotem". - stwierdził.
Raport
11 kwietnia br. Macierewicz przedstawił raport kierowanej przez siebie podkomisji smoleńskiej, według którego katastrofa z 10 kwietnia 2010 r. była wynikiem ingerencji Rosji. Zdaniem Macierewicza zgromadzony materiał jest "bezspornym i niepodważalnym" dowodem na eksplozję, która rozpoczęła katastrofę smoleńską.
Katastrofa smoleńska
10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154M, wiozącego delegację na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego żona Maria, najwyżsi dowódcy wojska i ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.