Dziennik Gazeta Prawana logo

Polityka opiera się na manipulacji. Sprytne oszustwo opłaca się bardziej

Ulice Moskwy
Ulice Moskwy/PAP/EPA
Straszenie terrorystami, których samemu się tworzy, czy użyciem broni atomowej należy do starego arsenału wojny informacyjnej. W erze mediów społecznościowych tym ważniejsza jest umiejętność odróżniania blefu od realnego zagrożenia.

Od wieków polityka opiera się na manipulacji. Sprytne oszustwo często opłaca się bardziej niż naga przemoc. Rzecz jasna niekoniecznie stoją za tym złe intencje – niekiedy kłamstwo lub blef służą dobrej sprawie. Po te instrumenty sięgają nie tylko politycy; dla służb specjalnych jest to ważna część warsztatu od początku ich istnienia.

Popularny zestaw narzędzi jest z grubsza znany. Obok polityczno-wywiadowczej masówki zdarzają się jednak oszustwa wyjątkowe. Bardziej finezyjne, bardziej brzemienne w skutki albo imponujące zbójeckim rozmachem.

Cały moskiewski aparat propagandowy, budowany i suto karmiony przez długie lata, pracuje dziś na osiągnięcie jednego celu – ma zminimalizować negatywne dla Kremla skutki polityczne i strategiczne ukraińskiej ofensywy w polu. Na wewnętrznym odcinku tego wirtualnego frontu wciąż obowiązuje przekaz: „Rosjanie, nie obawiajcie się, Putin czuwa. Także nad tym, co robicie i myślicie. Walczymy nie tylko z jakąś tam Ukrainą, ale z całą potęgą wrażego NATO, a mimo to wygrywamy”.

Gdy nie wiadomo, o co chodzi…

…to zazwyczaj chodzi o pieniądze. To popularne stwierdzenie świetnie pasuje do jednej z najbardziej znanych mistyfikacji w historii: sfingowanego procesu templariuszy. Ten średniowieczny zakon rycerski, zasłużony w bojach z niewiernymi o Ziemię Świętą, z czasem przekształcił się w niemal suwerenną potęgę, niezwykle innowacyjną organizacyjnie, bogatą i wpływową. W końcu stał się zagrożeniem dla pozycji papieża i niektórych królów. Jeden z nich, władający Francją Filip IV Piękny, najprawdopodobniej potężnie zadłużony u zakonników, pewnego dnia sięgnął po środek ostateczny. Oskarżył templariuszy o wszystko, co w tamtych czasach najgorsze: od sodomii i dzieciobójstwa poprzez magię i czary oraz spiskowanie z Saracenami po herezje ciężkiego kalibru – bezczeszczenie krzyża, czczenie tajemniczego demona zwanego Bafometem i wyrzeczenie się Chrystusa. Ówczesny wielki mistrz Jakub de Molay próbował szukać ratunku u papieża Klemensa V, ale ten wziął stronę króla Francji. Czołowi templariusze szybko zostali aresztowani i po okrutnych torturach zamordowani, zakon uległ kasacie, a ocaleli bracia rozproszyli się po peryferiach Europy. Gigantyczny majątek podzieliło między siebie parę innych zakonów, płacąc przy tym znaczny trybut na rzecz króla.

CZYTAJ WIĘCEJ W ELEKTRONICZNYM WYDANIU MAGAZYNU DGP>>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Witold Sokała
Witold Sokała
specjalista ds. bezpieczeństwa, wykładowca Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, ekspert fundacji Pro.Int i Nowej Konfederacji, Fot. Wojtek Górski
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraPolityka opiera się na manipulacji. Sprytne oszustwo opłaca się bardziej »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj