Sąd uznał tę karę, którą Ressam odsiaduje od 2005 r., za zbyt łagodną. Za próbę wysadzenia w powietrze samolotu pasażerskiego federalne wytyczne przewidywały karę minimum 65 lat więzienia.

Prowadzący sprawę terrorysty sędzia John Coughenour złagodził karę, gdyż - jak to uzasadniał - Ressam po aresztowaniu pod koniec 1999 r. współpracował z władzami, dostarczając cennych informacji przydatnych w walce z terroryzmem.

Skazany przestał jednak w 2003 roku rozmawiać ze śledczymi, a nawet odwołał swoje wcześniejsze zeznania. Sąd apelacyjny uchylił więc wyrok i wezwał do powołania nowego sędziego, który by orzekł surowszą karę. Sędzia Coughenour wcześniej odmówił zmiany swojego wyroku.

Pochodzącego z Algierii Ressama aresztowano w grudniu 1999 r. na granicy USA z Kanadą. Planował on zdetonowanie materiałów wybuchowych na lotnisku w Los Angeles.

Jego sprawa dostarcza argumentów obu stronom w sporze o to, czy groźnych terrorystów należy sądzić przed normalnymi sądami cywilnymi. Za tą drugą opcją opowiada się obecny prokurator generalny Eric Holder. Zdaniem Republikanów i wielu konserwatywnych komentatorów, powinno się ich stawiać wyłącznie przed specjalnymi trybunałami wojskowymi.