Trojanowski, były strażak polskiego pochodzenia, pamięta, że po podłączeniu węża do hydrantu ciśnienie w nim było minimalne. Wystarczało co najwyżej na cienką kurtynę wodną, nic więcej – relacjonuje. Mimo to jego zespół ruszył na górę, próbując dostać się pod strefę pożaru.
Konstrukcja budynku zaczęła się walić
Część jednostek zajmowała się gaszeniem, inne - przeszukiwaniem, ratowaniem i wentylacją. My mieliśmy dostać się poniżej pożaru, podłączyć się do pionu wodnego i spróbować opanować ogień – mówi. Dotarli w okolice trzeciego–czwartego piętra, gdy konstrukcja budynku zaczęła się walić.
Udało nam się wydostać. Ja byłem już na zewnątrz, ale jeden z naszych ludzi zaginął – wspomina. Porucznik, który ruszył z dodatkową butlą powietrza na poszukiwanie kolegi, zginął w wyniku zawalenia się gmachu.
Te sceny zostaną z nim na zawsze
Na zewnątrz Trojanowski widział sceny, które – jak mówi – zostaną z nim na zawsze. Widziałem wielu skaczących ludzi. Niektórzy trzymali się za ręce. Najpierw myślałem, że to ptaki, tak wysoko, setki metrów nad ziemią. Kiedy zbliżali się do ziemi, po prostu w nią uderzali. Ku mojemu zaskoczeniu prawie nie było krwi, wchłaniały ją pył i kurz – opowiada były strażak.
Komunikacja radiowa była poważnie zakłócona. Były z tym problemy… różne częstotliwości, mogła mówić tylko jedna osoba naraz. Jeśli ktoś inny próbował nadawać, wszystko się blokowało. Nie wiedziałem, gdzie jest moja kompania. Co jakiś czas próbowałem nadawać, wołałem, żeby zobaczyć, czy ktoś odpowie – relacjonuje.
Akcję ratunkową przypłacił zdrowiem
Trojanowski - który jest prezesem FDNY Pulaski Association, czyli stowarzyszenia nowojorskich strażaków pochodzących z krajów Europy Wschodniej - wspomina, że wśród strażaków polskiego pochodzenia, których znał z pracy, byli także tacy, którzy zginęli tego dnia. Po latach wiele nazwisk zatarło się jednak w pamięci.
Po atakach jego zdrowie gwałtownie się pogorszyło. Byłem w szpitalach, kaszlałem tak mocno, że traciłem przytomność. Trafiłem na oddział już w dzień po atakach. Nie chciałem iść na zwolnienie, bo tego dnia straciliśmy 343 strażaków… ale porucznik wezwał karetkę. Krztusiłem się krwią i traciłem przytomność. To był mój ostatni dyżur. Powiedzieli, że nigdy nie wrócę do pełnej służby, więc odszedłem na emeryturę – opowiada.
Zespół stresu pourazowego
U Trojanowskiego zdiagnozowano choroby płuc oraz zespół stresu pourazowego. Przeszedł liczne zabiegi, w tym ablacje nerwów kręgosłupa, i nadal musi się leczyć. Podkreśla, że z powodu chorób związanych z toksynami, które uwolniły się po atakach z 11 września, nowojorska straż pożarna (FDNY) straciła dotąd ponad 400 strażaków.
Najlepiej zapamiętał moment odnalezienia ciała porucznika. Została tylko połowa ciała, ale głowa była nienaruszona – hełm, radio, wszystko. Wziąłem krótkofalówkę i rozpadła mi się w ręku. Tylko baterie były całe – wylicza.
Trojanowski nie kryje, że jako ocalały ma poczucie winy. Czasem człowiek ma wrażenie, że może mógł zrobić coś inaczej. Zastanawia się, czy gdyby był wtedy gdzie indziej, albo wcześniej, albo później, ktoś by żył – podkreśla.
Atak na World Trade Center
Terapia nauczyła go funkcjonować mimo traumatycznych wspomnień. Uczą cię, że nigdy tego nie zaakceptujesz… ale musisz nauczyć się żyć, nie robić nic głupiego. To się stało - trzeba nauczyć się oddychać – konkluduje Trojanowski.
11 września 2001 roku 19 członków Al-Kaidy porwało cztery samoloty pasażerskie. Dwa uderzyły w wieże World Trade Center w Nowym Jorku, trzeci w Pentagon pod Waszyngtonem, a czwarty rozbił się w Pensylwanii po próbie odzyskania kontroli nad maszyną przez pasażerów. W najbardziej śmiercionośnym zamachu terrorystycznym w historii USA zginęło 2996 osób, a tysiące zostały ranne. Po atakach NATO po raz pierwszy uruchomiło art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego.
Agnieszka Maj, dziennikarka, redaktorka i wydawczyni. W Dziennik.pl od 2023 roku. Wcześniej pracowała w Interii i Polska Press. Absolwentka polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim.
