Jose Varela był na kontrakcie rysownika w hiszpańskojęzycznej wersji gazety "Miami Herald". No właśnie - był. Bo pokłócił się z naczelnym. Swój problem postanowił rozstrzygnąć przy pomocy karabinka półautomatycznego i 30 nabojów. Kolegów i szefa trzymał pod bronią przez dwie godziny. W końcu poddał się.
Ubrany w wojskowy strój, artysta wszedł do redakcji i wyciągnął karabin. Machając kolegom nad głowami długą lufą, biegał po korytarzach i krzyczał, że chce widzieć szefa. Czekał na
niego dwie godziny, po czym poddał się bez walki i oddania choćby jednego strzału.
Nie doczekał się na swojego szefa i dlatego cały plan spalił na panewce. To dobrze dla jego byłego zwierzchnika, bo jest cały. A rysownik powinien pamiętać - gdyby się umówił na spotkanie,
nie musiałby pewnie czekać. Teraz jednak poczeka - na rozprawę i wyrok.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|