Finał poszukiwań był szczęśliwy. Chłopczyka kulącego się w rowie z wodą dojrzał słuchacz słupskiej szkoły policyjnej. Było to kilka kilometrów od domu Michałka, w gminie Kobylnica pod Słupskiem. Dziecko było przemoczone i bardzo wystraszone.
Chłopczyk prawie się nie odzywa. Lekarze mówią, że to nic dziwnego, bo jest w szoku. Ale podejrzewają też, że Michał może być opóźniony w rozwoju i to może być kolejna przyczyna utrudnionego kontaktu z chłopczykiem.
Michałek jest w dobrym stanie, choć ordynator oddziału dziecięcego słupskiego szpitala mówi dziennikowi.pl, że chłopiec ma sine ręce i stopy. To oznacza, że jest mocno wyziębiony. Teraz jest wzmacniany kroplówkami. W szpitalu zostanie dokładnie przebadany.
Dziecka szukało kilkaset osób. Latał też śmigłowiec z kamerą termowizyjną.