Brytyjczycy twierdzą, że napastnik pochodzi z Europy Wschodniej. Jeździ ciemnoniebieskim bmw, do którego wsiadły co najmniej dwie z ofiar. Nigdy więcej nie widziano ich żywych. Takie samo
bmw parkowało kilka razy przed salonami masażu, gdzie pracowały prostytutki. Prowadzący samochód mężczyzna zachowywał się na tyle podejrzanie, że ochroniarz jednego z salonów spisał
numery auta. Bmw odjechało z piskiem opon.
Według gazety "Daily Mail", samochód widzieli świadkowie na polnej drodze w pobliżu miejsc, gdzie znaleziono trzy ofiary, a w odległości 15 minut jazdy od miejsc porzucenia
pozostałych dwóch ciał. Takie samo auto parkowało przed domem Polaka. Poszukiwany mężczyzna zniknął, podobnie jego pojazd. Dom opuszczał w pośpiechu, bo gdy przyjechała policja, wszędzie
paliły się światła.
Oficer prasowy policji w Suffolk powiedziała dziennikowi.pl, że nie mogą tak szczegółowych informacji oficjalnie potwierdzić. Nie kryła jednak, że informacje prasowe w tej sprawie to
głównie przecieki do mediów ze śledztwa.
Wiadomo, że brytyjska policja ten trop dopiero sprawdza. I do czasu odszukania właściciela bmw, to najmocniejszy ślad w sprawie.
Tymczasem policja z Ipswich płaci prostytutkom, by... nie wychodziły na ulice, bo grozi im śmierć z rąk seryjnego mordercy. Stewart Gull z policji w Suffolk nie ujawnił dziennikowi
"The Guardian", ile pieniędzy otrzymują 30-40-letnie kobiety, ale zaznaczył, że dzięki "finansowemu wsparciu" nie mają już powodu, aby szły z klientami.
Fundusze na ten cel przeznaczyła anonimowa organizacja.