Bezmyślny nastolatek wysadził się w powietrze, gdy do ogromnego zbiornika ropy w mieście Springtown w Teksasie wrzucił zapaloną zapałkę. Zrobił to, bo chciał sprawdzić, czy w zbiorniku rzeczywiście jest ropa.
Była. Całe 19 tys. litrów świeżo przetworzonej ropy naftowej. Kilkunastoletni chłopak wdrapał się na dach potężnego zbiornika i otworzył właz. Było ciemno, więc zapalił zapałkę i wrzucił do środka. Zginął na miejscu. Kolega, który mu towarzyszył, cudem uniknął śmierci, ale jest ranny.
Po eksplozji pierwszego zapalił się drugi zbiornik. "Nie mogliśmy długo ich ugasić, bo obsługa przez kilka godzin nie wyłączała dopływu ropy do zniszczonych zbiorników" - tłumaczył strażak Shawn Scott. "W ten sposób pożar był stale podsycany setkami litrów nowego paliwa".
Dogaszanie pożaru trwało całą noc.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|