Legalne władze Somalii rezydują w Baidoa. I kontrolują tylko teren wokół tego miasta. Reszta kraju pogrążona jest w chaosie, albo rządzona przez skrajnie radykalną Unię Trybunałów Islamskich. Etiopskie samoloty zrzuciły bomby na lotniska, z których korzystają właśnie islamiści nazywani somalijskimi talibami. Pasy startowe zniszczono między innymi w opanowanej przez nich stolicy - Mogadiszu. W ten sposób Etiopia wspiera legalny rząd w Somalii.
Etiopski premier po raz pierwszy dziś publicznie przyznał, że jego kraj zaangażował się militarnie w Somalii. Nieoficjalnie o tym mówiło się już od kilku tygodni. Ale zastrzega, że działania armii zostały wymuszone przez najazdy islamistów na Etiopię. Oni sami zresztą twierdzą, że wypowiedzieli wojnę temu chrześcijańskiemu krajowi.
Sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Bo na północy Somalii granice przekroczyły wojska Erytrei od lat skonfliktowanej z Etiopią. Po to żeby wspierać somalijskich islamistów.
Znawcy tej części Afryki obawiają się, że znowu na długo zagości tam wojna. Tak jak wcześniej. Bo o "rogu Afryki" można powiedzieć wiele, ale nie to, że jest tam spokojnie.