Pięć byłych pracownic Kacawa twierdzi, że obecny prezydent, gdy był ministrem, groził im wylaniem z pracy w resorcie, jeśli nie zgodzą się na seks. Jedna z nich mówi nawet o
gwałcie.
Prokuraturzy dali wiarę tym zeznaniom i chcą oskarżyć prezydenta. Dadzą mu jednak jeszcze szansę wytłumaczenia się podczas specjalnego przesłuchania. Jednak prokuratorzy podkreślają, że
dowody są bardzo mocne.
Jeżeli Kacaw zostanie oficjalnie oskarżony, sam zrezygnuje ze stanowiska - tak sugerują jego prawnicy. Już w zeszłym roku domagano się jego ustąpienia. Wtedy właśnie rozpoczęło się śledztwo przeciwko prezydentowi. Jednak ten twierdził, że jest niewinny, a dopóki nie będzie oskarżony, nie zrezygnuje z obowiązków głowy państwa.
Jeśli jednak Kacaw nie ustąpi, prezydentury pozbawi go parlament. Bo dopóki Kacawa chroni immunitet nie można wytoczyć przeciwko niemu procesu. A afera jest zbyt wielka, by parlamentarzyści ryzykowali swoje kariery dla obrony oskarżonego o gwałt.