Ekolog Ingerd Kroken nawet nie przeszła kontroli paszportowej na lotnisku w Moskwie, bo zaraz po wyjściu z samolotu rośli panowie oświadczyli jej, że jest w Rosji osobą niepożądaną. I od
razu zaprowadzili do drugiej maszyny, która odleciała do Kopenhagi. Powodów nie podali.
A tak się składa, że Kroken współprzewodniczy tzw. programowi współpracy w rozwiązywaniu problemów ekologicznych w Arktyce. Od 10 lat przyjeżdżała do Moskwy negocjować z Rosjanami
sposób rozbrojenia okrętów nuklearnych w Arktyce, których reaktory grożą radioaktywnym wyciekiem. Tym razem, widać, Rosjanie rozmawiać z nią nie chcieli.
Za czasów ZSRR za kołem podbiegunowym Moskwa zgromadziła potężną flotę atomowych okrętów podwodnych. Ale po rozpadzie Związku flota ta zamieniła się w zardzewiałe bomby z opóźnionym
zapłonem.
Ekolodzy obawiają się, że z przerdzewiałych reaktorów zacznie wyciekać radioaktywne paliwo, które może zniszczyć całą Arktykę. Ale negocjacje z Rosją są skrajnie trudne. Moskwa nie
wpuszcza w rejon Murmańska zbyt wielu zagranicznych obserwatorów, a na badania ekologów reaguje wyjątkowo nerwowo.