To okręt USS "John C. Stennis", na którego pokładzie jest 80 bojowych samolotów. Dołączył do cumującego również w Zatoce Perskiej lotniskowca USS "Dwight D. Eisenhower". Specjaliści tłumaczą, że Stany Zjednoczone chcą w ten sposób dać wyraźny sygnał Iranowi, że nie mają zamiaru dłużej tolerować jego polityki. Amerykanie zarzucają Teheranowi, że wspiera irackich rebeliantów atakujących siły koalicji. I oczywiście chodzi też o przerwanie irańskiego programu jądrowego.
Jeśli Amerykanie uderzą na Iran - a to sugeruje BBC - to w różne rodzaje obiektów wojskowych. Bomby mają spadać na bazy piechoty, marynarki, lotnictwa, wyrzutnie rakiet i centra dowodzenia.
I choć Amerykanie zapewniają, że ze wszystkich sił będą się starać o rozwiązanie sporu z Iranem na drodze dyplomatycznej, to oficerowie z Centralnego Dowództwa sił USA na Florydzie mają już listę obiektów, które pójdą na pierwszy ogień.
USA z ostateczną decyzją o ataku czekają tylko na potwierdzenie informacji o produkcji bomby albo atakach na amerykańskich żołnierzy w Iraku. A już na początku miesiąca Amerykanie alarmowali, że mają dowody przeciwko Irańczykom, rzekomo dostarczającym broń irackim bojownikom.