"To wielki krok naprzód" - mówił szef Izby Gmin Jack Straw, który nadzoruje projekt reformy. Pod głosowanie poddano dziewięć propozycji - od pozostawienia całkowicie mianowanej Izby Lordów do powołania w jej miejsce zupełnie nowej, w całości wybieralnej. Przeszły dwie najbardziej radykalne, według których z wyborów mieliby pochodzić wszyscy lub co najmniej 80 procent członków Izby. To nawet więcej niż chciał laburzystowski premier Tony Blair, który opowiadał się za wariantem 50/50. Wynik głosowania okazał się więc sporym zaskoczeniem także dla niego samego.

"Część parlamentarzystów przeciwnych reformie ze względów strategicznych wybrała najbardziej skrajne rozwiązania, aby w ten sposób utrącić ją całą. Ale ponieważ całkowicie wybieralna Izba przeszła dużą większością głosów, politykom będzie teraz trudno się z tego wycofać" - wyjaśnia w rozmowie z DZIENNIKIEM Iain McLean, politolog z Uniwersytetu w Oksfordzie.

Głosowanie nie przesądza jeszcze o losie lordów, którzy w przyszłym tygodniu sami będą debatować nad wszystkimi propozycjami i z całą pewnością opowiedzą się za zupełnie innymi wariantami. Ale ich głosowanie - podobnie jak środowe w Izbie Gmin - ma jedynie charakter doradczy i później rekomendacje trafią z powrotem do rządu.