Osama bin Laden, najbardziej poszukiwany człowiek świata i symbol islamskiego terroryzmu, kończy dziś 50 lat. Lider Al-Kaidy nie może jednak hucznie świętować swojego jubileuszu, bo w ślad za nim wyruszyła właśnie kolejna grupa mających go zabić agentów CIA - pisze DZIENNIK.
Będą oni przeczesywać górzyste pogranicze pakistańsko-afgańskie, głównie Wazyrystan. Tam właśnie, jak powiedział w zeszłym tygodniu w Senacie nowy dyrektor
wywiadu Mike McConnell, przebywa prawdopodobnie dowództwo Al-Kaidy, odbudowując bazy i obozy szkoleniowe swej organizacji. Amerykanie mają nadzieję, że zaciskając pętle wokół bin Ladena, uda
się wreszcie zmusić go do błędu. Bo choć Stany Zjednoczone poszukują go od dziewięciu lat, a od ponad pięciu nagroda za jego głowę wynosi 25 milionów dolarów, jak dotąd bin Laden
skutecznie wymyka się wszelkim pościgom.
"Fiasko poszukiwań bin Ladena to dowód, że mimo globalizacji na świecie wciąż są miejsca, gdzie z powodzeniem można się przez lata ukrywać. Bin Laden przebywa na terenach, gdzie trudno się poruszać i śledzić jego kroki, nie korzysta z nowoczesnej techniki, co nie pozwala go namierzyć, na dodatek otaczają go tylko najbardziej zaufani ludzie" - mówi „DZIENNIKOWI Gustav Lindstroem, ekspert unijnego Instytutu Studiów nad Bezpieczeństwem w Paryżu.
Wazyrystan jest właśnie takim miejscem, o jakim mówi Lindstroem. Choć formalnie znajduje się w granicach Pakistanu, władze tego kraju otwarcie przyznają, że nie kontrolują leżących wysoko w górach dolin. Trzy lata temu wysłały tam regularną armię, prawie 80 tysięcy ludzi, która próbowała odbić region z rąk miejscowych talibów, którzy ogłosili powstanie Islamskiego Emiratu Wazyrystanu. Bezskutecznie. Po dwóch latach walk podpisano porozumienie, na mocy którego władza pozostała w rękach plemiennej starszyzny.
W Emiracie obowiązują prawe jak te w Afganistanie w czasach świetności talibów - żyje się według surowo interpretowanych zasad islamu, zakazane są wszelkie przejawy zachodniego "zepsucia", szariackie sądy przeprowadzają publiczne egzekucje, a plemienne milicje strzegą, by po górskich ścieżkach i przełęczach nie kręcili się obcy.
"Fiasko poszukiwań bin Ladena to dowód, że mimo globalizacji na świecie wciąż są miejsca, gdzie z powodzeniem można się przez lata ukrywać. Bin Laden przebywa na terenach, gdzie trudno się poruszać i śledzić jego kroki, nie korzysta z nowoczesnej techniki, co nie pozwala go namierzyć, na dodatek otaczają go tylko najbardziej zaufani ludzie" - mówi „DZIENNIKOWI Gustav Lindstroem, ekspert unijnego Instytutu Studiów nad Bezpieczeństwem w Paryżu.
Wazyrystan jest właśnie takim miejscem, o jakim mówi Lindstroem. Choć formalnie znajduje się w granicach Pakistanu, władze tego kraju otwarcie przyznają, że nie kontrolują leżących wysoko w górach dolin. Trzy lata temu wysłały tam regularną armię, prawie 80 tysięcy ludzi, która próbowała odbić region z rąk miejscowych talibów, którzy ogłosili powstanie Islamskiego Emiratu Wazyrystanu. Bezskutecznie. Po dwóch latach walk podpisano porozumienie, na mocy którego władza pozostała w rękach plemiennej starszyzny.
W Emiracie obowiązują prawe jak te w Afganistanie w czasach świetności talibów - żyje się według surowo interpretowanych zasad islamu, zakazane są wszelkie przejawy zachodniego "zepsucia", szariackie sądy przeprowadzają publiczne egzekucje, a plemienne milicje strzegą, by po górskich ścieżkach i przełęczach nie kręcili się obcy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|