"Nasze stosunki są dobre jak nigdy wcześniej" - przekonywał Hu. Jego podwładni dodawali, że w czasie trzydniowej wizyty podpisze kontrakty handlowe warte 4,3 mld, a także memorandum o współpracy naukowej. Hu z pompą zainauguruje chiński sezon kulturalny w Rosji, a także otworzy w Moskwie narodową wystawę - najdroższą, jaką dotychczas Chiny zorganizowały za granicą.

Analitycy są zgodni: putinowska Rosja i nowe, państwowo-kapitalistyczne Chiny od dobrych paru lat przeżywają idyllę. To nie tylko rosyjskie rurociągi projektowane po to, by napędzać surowcochłonną gospodarkę Państwa Środka, i nie tylko miliony chińskich drobnych handlarzy zalewających rosyjskie rynki tekstylne - to również dwa autorytaryzmy, które pilnują, by Eurazja przestała przechodzić pod kontrolę Amerykanów.

Chiny potrzebują surowców energetycznych i są w stanie za nie zapłacić. Rosja potrzebuje Chin, bo mocarstwową politykę trzeba z czegoś finansować. Współpraca z Pekinem może na przykład polepszyć pozycję negocjacyjną w ewentualnym konflikcie o surowiec z Europą.

"Już w 2011 r. do Chin popłynie rocznie 30 mld metrów sześciennych gazu ziemnego" - obwieścił we wtorek w Pekinie rosyjski ambasador Siergiej Riazow. W tym celu powstaną dwie nitki gazociągu - z zachodniej Syberii do Xinjiangu i z Sachalina do wschodnich Chin.

To słowa, które chińscy gospodarze dawno chcieli usłyszeć. Chiny podobnie jak Europa próbują zapewnić sobie stałe dostawy surowców. Proponują Rosji inwestycje w wysokie technologie i przemysł drzewny oraz wieloletnie zakupy rosyjskiej broni.