"Oddamy jacht, gdy tylko Polacy zapłacą nam za remont łodzi" - mówi Mathew Westbrook ze stoczni Merril-Stevens. A kapitan jachtu twierdzi, że Amerykanie chcą ich okraść, bo kilkukrotnie zawyżyli koszt remontu statku - o ponad 2,5 tys. dolarów (7,5 tys zł).

"Wymiana śruby napędowej i kilka drobnych napraw miało kosztować 1,6 tys. dolarów. Spisaliśmy dokument w tej sprawie, ale stocznia go zgubiła" - mówi kapitan jachtu Krzysztof Mika. "Wpłaciliśmy zaliczkę 800 dolarów, a gdy chcieliśmy odebrać łódź, kazano nam zapłacić 5,3 tys. dolarów" - dodaje kapitan.

Właściciel stoczni jest zdziwiony całą sytuacją. Tym bardziej że - jak twierdzi - nawet zaniżył koszty naprawy polskiego jachtu. "Polacy nie odpłyną, dopóki nie zapłacą" - mówi dziennikowi.pl Mathew Westbrook. I dodaje, że nikt nie obiecywał załodze remontu za 1,6 tys. dolarów, bo to nie starczyłoby nawet na sprowadzenie dźwigu, który podniósł jacht z wody. "Zresztą mówiliśmy, ile dokładnie wyniosą koszty naprawy i Polacy się na to zgodzili, a teraz nawet nie chcą przyjąć od nas faktury".

Ale kapitan twierdzi, że żadnej faktury nikt mu nie dawał. "Cena remontu wzięta jest z sufitu. Nawet w luksusowych stoczniach jest taniej. Wymiana śruby w USA kosztuje nie więcej niż 400 dolarów. Ale i tak już poszliśmy na ustępstwa i zgodziliśmy się zapłacić dużo więcej niż powinniśmy - 3,3 tys. dolarów. Tyle że właściciel stoczni odmawia negocjacji. Przykuł bezprawnie łódź do brzegu, wymontował śrubę, a nawet wyłączył prąd na jachcie, co mocno utrudnia nam życie" - opowiada kapitan Mika. I zaraz dodaje, że nikt nie chce mu pomóc.

Dlaczego? Polska załoga dzwoni bez przerwy na policję i do ambasady polskiej w USA z prośbą o interwencję. Ale nikt się nie przejmuje. "Policja zapewne rezygnuje z interwencji, bo w USA dopuszcza się zatrzymanie, np. jachtu, celem zabezpieczenia na poczet kosztów naprawy. I takie sytuacje jak z polską załogą rozstrzyga sąd cywilny. To bardzo kłopotliwa sytuacja, bo nie wiadomo, kto ma rację. Ale staramy się pomóc polskiej załodze i z właścicielem stoczni będzie mediował konsul generalny z Miami" - zapewnił dziennik.pl Włodzimierz Sulgostowski z polskiej ambasady w Waszyngtonie.

A załoga jest już zdesperowana. "Jeśli właściciel stoczni nie będzie z nami negocjować, to zerwiemy łańcuchy i uciekniemy ze stoczni" - zapowiada kapitan Mika.