Rosjanie zastanawiają się, jak się zachować. MSZ szykuje już oficjalną odpowiedź. Ale już wiadomo, że nie będzie w niej przyjaznego tonu. "Znów widzimy bluźniercze i nieludzkie działania ze strony władz w Tallinie. Tym bardziej, że pomnik został usunięty w przeddzień Święta Zwycięstwa" - na gorąco komentuje rosyjski resort spraw zagranicznych.

Natychmiast zareagowała natomiast Rada Federacji, która domaga się od prezydenta Władimira Putina zerwania stosunków z Estonią.

Mimo protestów Rosjan postument jednak zniknął z cokołu. "W nocy udało się go rozebrać" - poinformowały władze Estonii. Ale nie było to łatwe. Wszystko dlatego, że Rosjanie mieszkający w Estonii stwierdzili, że monument z brązu jest hołdem złożonym sowieckim wojskom za oswobodzenie Europy od faszyzmu.

Gdy wczoraj wieczorem ekipa robotników zabierała się już do usuwania pomnika Żołnierzy Radzieckich, natychmiast pojawili się niezadowoleni. Około tysiąca młodych i w większości - jak twierdzi policja - pijanych Rosjan zaatakowało robotników. W kierunku interweniujących policjantów poleciały kamienie i butelki. Wybijano też szyby w okolicznych sklepach. Policja użyła armatek wodnych i gazu łzawiącego. Dopiero późnym wieczorem wydawało się, że sytuacja została opanowana.

Minister spraw wewnętrznych Juri Pihl wystąpił około północy w telewizji i oświadczył, że policja zaprowadziła porządek. Jednak wkrótce potem starcia wybuchły ponownie. Zginęła jedna osoba, a 44 są ranne. Policjanci aresztowali 300 demonstrantów.