Dziennikarze wykryli, że aż 90 proc. poselskich asystentów pracuje bez stałego kontraktu. Potwierdziła to kontrola kancelarii Izby Deputowanych, która deputowanym dała czas do 13 maja na zarejestrowanie stałych kontraktów ze swymi pomocnikami. Tylko zarejestrowani mają teraz prawo wstępu do gmachu.

Większość parlamentarzystów jednak nie dostosowała się do wymogu. Do tej pory zgłoszono tylko 250 kontraktów, na mocy których wydawane są akredytacje dla współpracowników deputowanych. "La Repubblica" twierdzi jednak, że niecny proceder trwa nadal. Bo pozbawieni akredytacji asystenci wchodzą prawdopodobnie do gmachu Izby jako "goście".

Prezydium niższej izby parlamentu rozważa możliwość wprowadzenia kar za takie postępowanie. A niektórzy z deputowanych są postępowaniem kolegów są po prostu oburzeni.