Kilkudziesięciu policjantów, głównie w cywilu, przeszukuje - metr po metrze - porośnięte krzakami okolice portugalskiej wioski Arao. To właśnie w tych zaroślach mogą znaleźć ciało małej Brytyjki, czteroletniej Madeleine McCann. Czy to będzie tragiczny finał jej tajemniczego porwania? Zrozpaczeni rodzice dziewczynki wierzą, że ich ukochana córeczka żyje. Anonimowy jasnowidz, który wskazał miejsce ukrycia jej zwłok, nie pozostawia złudzeń: Maddie została zamordowana.
Dziewczynkę porwano na początku maja w portugalskim kurorcie Praia da Luz. Porywacze zabrali ją z łóżeczka, gdy spała w hotelowym pokoju. W tym czasie jej rodzice - Gerry i Kate McCann - jedli kolację w pobliskim barze.
Mimo że od tego wydarzenia minęło już wiele tygodni, policja jest w punkcie wyjścia. Kompletna cisza i spekulacje, które nic nie wnosiły i tylko pogłębiały rozpacz rodziców. Najpierw pojawiła się plotka, że dziewczynkę porwała szajka pedofilów, później - że działająca w Portugalii niemiecka sekta.
Na żaden konkretny trop portugalska policja nie trafiła. Dramatyczny zwrot w tej sprawie nastąpił kilka dni temu. Do redakcji holenderskiej gazety "De Telegraaf" dotarł anonimowy list z tragiczną wiadomością: mała Meddie nie żyje.
Autor anonimu wskazał także miejsce, gdzie zostało ukryte ciało czterolatki. To okolice wioski Arao, zaledwie 14 km od hotelu, z którego uprowadzono dziewczynkę. "Zwłoki ukryte są pod stertą kamieni i suchych gąłęzi, w pobliżu drogi" - napisał.
Portugalska policja ruszyła do akcji. Z psami przeszukuje wskazaną okolicę. "Obawiamy się, że to może być tragiczny finał tego porwania" - przyznał rzecznik holenderskiej policji.
Obawy te są uzasadnione. Forma anonimu wskazuje, że napisał go ten sam człowiek, prawdopodobnie jasnowidz, który rok temu podobnym listem trafnie wskazał miejsce, gdzie ukryto ciała dwóch uprowadzonych i bestialsko zamordowanych belgijskich dziewczynek, Stacy i Nathalie. "Nasza mała jednak żyje!" - nie przestają wierzyć rodzice dziewczynki.