Nieważny był stopień, doświadczenie czy medale. Liczyło się tylko serce do walki. Na oczach tłumu żołnierzy zawodnicy ruszyli do walki, według wszystkich prawideł sportu. Byli sędziowie, wspaniałe wejścia na ring i mrożące krew w żyłach pseudonimy zawodników.
Ale i tak liczyło się tylko jedno: dołożenie przeciwnikowi. Adrenalina pozwalała zapomnieć o patrolach, uzbrojonych po zęby terrorystach i minach-pułapkach. Przynajmniej na trzy dwuminutowe rundy. Bo tyle trwały walki.
Dziennikarz. Zaczynał w „Super Expressie”, w Dziennik.pl od samego początku istnienia portalu, czyli kwietnia 2006. Obecnie jest wydawcą i redaktorem Newsroomu, zajmuje się także działem Technologie. W czasie wolnym gra w gry komputerowe oraz maluje figurki do Warhammera. Uwielbia koty.
