Najpierw był głośny huk, a kiedy opadły tumany kurzu, ukazały się ruiny zapory. Rzeka Sandy w amerykańskim stanie Oregon znów może płynąć swobodnie, jak przed laty. I o to właśnie chodziło. Bo Amerykanie chcą, by rzeka płynęła dziko.
To powrót do natury. Do niedawna starano się uregulować wszystkie rzeki. Dlatego betonowano brzegi i stawiano zapory. Ale ta tendencja się zmienia.
Rzeka Sandy jest pełna pstrągów, bo rybacy złowione wielkie ryby ponownie wypuszczają do wody. I w środku tego sielskiego krajobrazu wybudowano zaporę. Teraz postanowiono ją wyburzyć.
Tama o wysokości pięciopiętrowego budynku legła w gruzach. Po wywiezieniu betonowych bloków teren będzie przywrócony do pierwotnego wyglądu. Wtedy na całej długości rzeka będzie płynęła tak, jak 95 lat temu, zanim ktoś wpadł na pomysł jej przegrodzenia.
Sandy przepływa przez najbardziej odludne regiony stanu Oregon. Ma źródła w paśmie Cascades, wpada do rzeki Columbia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl