Reklama

Premierowi Katalonii Arturowi Masowi udało się utrzymać władzę dzięki sięgnięciu do retoryki separatystycznej. Oderwanie się Barcelony jest jednak w przewidywalnej przyszłości mało realne; straciłyby na tym i Hiszpania, i Katalonia. Scenariusze ekonomiczne w tym wypadku są grą z dwoma przegranymi.

Zwolennicy rozwodu przekonują, że katalońska gospodarka – w skali Hiszpanii będąca płatnikiem netto – bez balastu w postaci konieczności pomocy biedniejszym regionom burbońskiej monarchii ruszy z kopyta. Region ze stolicą w Barcelonie wypracowuje 19 proc. hiszpańskiego PKB, dysponując zaledwie 16 proc. populacji. Dochód na osobę jest tu o 1/8 wyższy, niż wynosi średnia unijna. Katalonia odpowiada za 25 proc. wpływów podatkowych Hiszpanii i 35 proc. jej eksportu (w przypadku towarów zaawansowanych technologicznie nawet 45 proc.).

Na takie straty Madryt pozwolić sobie nie może. Z kolei dla przeciętnego zwolennika odłączenia od Hiszpanii sprawa jest banalnie prosta: wolna Katalonia, nieobciążona obowiązkiem dokarmiania Kastylijczyków, wreszcie będzie mogła odetchnąć pełną piersią. To jednak klasyczna półprawda. Katalonia należy nie tylko do najbogatszych, ale przede wszystkim do najbardziej zadłużonych regionów królestwa. Po secesji, zakładając przejęcie proporcjonalnej części długu całej Hiszpanii, w liczbach bezwzględnych Barcelona miałaby do spłaty niemal tak wielki dług jak Grecja. Już w tym roku premier Mas musiał prosić Madryt o 6 mld euro pomocy, bez której nie byłby w stanie zapłacić nawet pensji w budżetówce.

Co więcej, do katalońskich banków trafi też znaczna część ze 126 mld euro unijnej pomocy wynegocjowanej w czerwcu. W pierwszej dziesiątce najważniejszych hiszpańskich instytucji finansowych znajdują się takie firmy, jak Banc Sabadell, CaixaBank czy CatalunyaCaixa. Część spółek zarejestrowanych w Katalonii już zresztą zapowiedziała, że w razie odłączenia regionu przerejestruje swoją działalność do Madrytu. Także dlatego zdaniem analityków szwajcarskiego banku UBS w pierwszym roku po secesji kataloński PKB spadłby o 9 proc. I to tylko w razie, gdyby region pozostał członkiem UE. A na to się nie zanosi, gdyż zgodnie z prawem międzynarodowym nowa republika musiałaby od zera ubiegać się o akcesję.

Do tego trzeba jeszcze wziąć pod uwagę uwarunkowania polityczno-prawne. Referendum w sprawie niepodległości, które Mas chce przeprowadzić przed 2016 r., będzie w świetle hiszpańskiej konstytucji nielegalne, jeśli nie zostanie przeprowadzone na terenie całego kraju. Już teraz z kręgów wojskowych słychać gniewne pomruki sugerujące brak akceptacji dla takiego kroku. – Katalonia zarabia na handlu z resztą Hiszpanii, więc żądania niepodległości dodają tylko elementów niepewności, co nie do końca jest tym, czego potrzebują ludzie w samym środku kryzysu – komentowała w rozmowie z „New York Timesem” Sara Gonzalez, Hiszpanka.

Reklama

Stan posiadania rządzącej Katalonią od 2010 r. popierającej secesję partii Konwergencja i Związek (CiU) skurczył się w wyniku niedzielnych wyborów o 12 mandatów, jednak Mas pozostanie na stanowisku dzięki prawdopodobnej koalicji ze znacznie bardziej radykalnymi separatystami z Republikańskiej Lewicy Katalonii (ERC). O ile dla ERC niepodległa Katalonia jest hasłem numer jeden, o tyle Mas zdecydowanie poparł podobne slogany dopiero niedawno, gdy okazało się, że odłączenie się od Hiszpanii popiera 57 proc. mieszkańców regionu, a 11 września na manifestację zwolenników niepodległości przyszło 1,5 mln z 7 mln mieszkańców prowincji.

Aż 57 proc. Katalończyków chce niepodległości swojego regionu

Katalońscy separatyści nie zdają sobie sprawy z ceny, jaką trzeba będzie zapłacić

Od Bawarii po Wyspy Owcze

Ruchy separatystyczne są żywe w wielu państwach zachodnich. Relatywnie najbliżej sukcesu jest Szkocka Partia Narodowa. Reprezentujący ją premier Szkocji Alex Salmond zapowiedział referendum w sprawie niepodległości północnej części Wielkiej Brytanii na 2014 r. Silną pozycję w Belgii mają z kolei flamandzcy nacjonaliści, dla których niepodległa Flandria miałaby być sposobem na odcięcie się od biedniejszych frankofońskich Walonów. Możliwe jest też usamodzielnienie się duńskich Wysp Owczych, które kłócą się z metropolią o projekt nowej konstytucji. Kopenhaga twierdzi, że byłaby ona niezgodna ze stojącą wyżej w prawnej hierarchii konstytucją Danii, i utrzymuje, że w razie jej przyjęcia Farerzy będą musieli ogłosić niepodległość. Znacznie słabsze są tendencje separatystyczne w północnych Włoszech. Liga Północna, która z różnym natężeniem domaga się utworzenia wolnej Padanii (jak w Belgii w kontrze do biedniejszego południa), była nawet koalicjantem ekspremiera Silvia Berlusconiego. O secesji zaczynają myśleć także Bawarczycy; w sierpniu wpływowy lokalny polityk Wilfried Scharnagl wydał książkę, w której przedstawił swoją wizję niepodległości największego landu RFN.

MWP