Dziennik Gazeta Prawana logo

Białoruś wie, że musi urosnąć

Aleksander Łukaszenka
Aleksander Łukaszenka/Shutterstock
Gospodarka naszego wschodniego sąsiada poradziła sobie z kryzysem finansowym sprzed kilku lat. Jednak w tym roku nie zdołała już uniknąć recesji. Władze muszą przedstawić plan reform i pozyskać pieniądze od Zachodu.

O reformach gospodarczych na Białorusi mówi się od lat, zwłaszcza w okolicy kolejnych wyborów prezydenckich. Temat nabrał znaczenia, odkąd gospodarka po boomie z początku poprzedniej dekady zaczęła buksować. Do kryzysu 2009 r. wzrost PKB opierał się na eksporcie, w znacznej mierze dotowanym przez Rosję dzięki tanim surowcom. Niekorzystna sytuacja zewnętrzna sprawia jednak, że bez poprawy efektywności i jakości produkcji Białoruś będzie skazana na stagnację.

Władze w Mińsku są zmuszone do przedstawienia planu reform choćby po to, by Międzynarodowy Fundusz Walutowy przyznał im kolejny kredyt. – – mówi DGP Sierż Naurodski z ośrodka analitycznego CASE Belarus.

Najważniejsze pytanie dotyczy tego, czy zmiany będą realne, czy udawane. Zdaniem analityków centrum „Belarus in Focus” program wyborczy Alaksandra Łukaszenki był najbardziej liberalny z dotychczasowych, a prezydent ograniczył rozmiary populizmu w kampanijnych obietnicach.

Wyżej niż Polska

Zmiana była widoczna i w retoryce, i w praktyce. Przed wyborami 2010 r. prezydent sztucznie napompował płace w budżetówce, by średnia krajowa osiągnęła zapowiadane 500 dol., a w kolejnej pięciolatce miała wzrosnąć dwukrotnie. Od tego czasu Białorusini przeżyli dwie dewaluacje rubla, ich pensje w przeliczeniu na dolary spadły i władze przestały obiecywać konkretne kwoty.

W szczerość zapowiedzi władz powątpiewają politycy opozycji. – dowodziła kandydatka na prezydenta ruchu „Mów Prawdę!” Taciana Karatkiewicz podczas wiecu w Żłobinie. Wewnątrz białoruskiego systemu władz świadomość, że tylko odejście od pozostałości centralnego planowania i wspierania nierentownych molochów przemysłowych może dać krajowi szansę na rozwój, zderza się z ideologicznymi barierami, w myśl których wolny rynek jest narzędziem mogącym posłużyć do podporządkowania Białorusi obcym ośrodkom.

Poprzedni okres liberalnych reform przypadł na lata 2008–2010. Władze osłabiły wówczas kontrolę nad biznesem, uprościły procedury celne i system podatkowy, co przyniosło Mińskowi skok w rankingu Doing Business Banku Światowego. Przejściowo analitycy banku oceniali nawet, że nasz wschodni sąsiad jest lepszym miejscem do prowadzenia interesów niż Polska. Ale nie uwzględniali przypadków ingerencji władz w prywatny biznes.

Dobrym przykładem była historia z 2012 r., gdy znacjonalizowano Kamunarkę i Spartaka, fabryki słodyczy. Powód? Właściciel naraził się tym, że nie chciał ograniczyć importu półproduktów, co miałoby poprawić bilans dewizowy kraju. – Podobne przedsiębiorstwa należą do ludu i służą dzieciom. Niezależnie od tego, ile kosztowałyby nasze słodycze, ojciec i matka i tak je dziecku kupią. A to znaczy, że są to przedsiębiorstwa o znaczeniu strategicznym – tłumaczył wówczas Łukaszenka.

Ryzyko reform

Sierż Naurodski uważa jednak, że niektóre działania władz, zwłaszcza banku centralnego, wskazują, że po wyborach może się rozpocząć druga fala zmian. – – dowodzi Naurodski. Dzięki temu inflacja może wkrótce spaść do wartości jednocyfrowych, co w białoruskich warunkach byłoby niespotykaną stabilizacją cen.

Co więcej, władze ograniczyły wsparcie państwowych molochów nastawionych do tej pory na wypełnienie planów produkcji, ale niekoniecznie na jakość. – Ciekawe, że zrobiono to przed, a nie po wyborach. To może wskazywać, że zmiana jest długoterminowa – mówi Naurodski. Skutkiem ubocznym było jednak wysyłanie robotników na bezpłatne urlopy albo skracanie tygodnia pracy. I tak np. pracownicy MAZ, największego producenta ciężarówek w kraju, pojawiają się w zakładzie jedynie przez cztery dni w tygodniu, przy proporcjonalnym obniżeniu zarobków. Wprowadzono przy tym nieformalny zakaz przyznawania zezwoleń na pracę dla cudzoziemców, na czym cierpią zwłaszcza Ukraińcy.

– ocenia specjalista CASE Belarus. Utrzymanie etatów jest priorytetem, nawet jeśli prowadzi do absurdów. Jednocześnie jednak analityk wskazuje, że wolnorynkowa rewolucja na wzór polskich przemian z początku lat 90. jest na Białorusi trudna do wyobrażenia.

przekonuje Siarhiej Czały, ekonomista zbliżony do ekipy Taciany Karatkiewicz.

– Z jego punktu widzenia ryzyko wynikające z reform jest większe niż ryzyko wynikające z nicnierobienia – dodaje opozycyjny publicysta Waler Karbalewicz.

Już teraz do największych zmartwień obywateli należą problemy z pracą i niskie płace. Podczas wieców Karatkiewicz w obwodzie homelskim, które obserwowaliśmy, dominowały pytania gospodarcze. –(650 zł – red.) – tłumaczyła w Żłobinie kobieta w średnim wieku. Według białoruskich ekonomistów 3 mln rubli to mediana przy średnich zarobkach rzędu 7 mln. – – wyjaśnia Naurodski.

Skąd problemy

Sytuację na Białorusi mocno pogrążył kryzys w Rosji i na Ukrainie.

Choć podczas kryzysu finansowego 2009 r. kraj pozostawał jedną z europejskich zielonych wysp, tym razem recesja jest już widoczna w statystykach. Na koniec roku spadek PKB przekroczy 3,5 proc., spadek produkcji w drugim kwartale osiągnął 8 proc., z czego w produkcji maszyn – których głównym rynkiem zbytu jest właśnie Rosja – aż 33 proc. Ale to daje władzom możliwość zrzucenia całości winy za problemy na świat. – przekonuje DGP Siarhiej Kizima, wpływowy politolog z Akademii Zarządzania przy Prezydencie.

Kizima przyznaje, że z Rosji nie przyjdzie impuls modernizacyjny, ponieważ kraj ten może dostarczyć Białorusi najwyżej tanie surowce. –– zastrzega nasz rozmówca. Mińsk od dawna oczekuje od Zachodu zaprzestania nacisków na przestrzeganie zasad demokratycznych. Wydaje się jednak, że Unia nie jest gotowa na tak daleko idące przymknięcie oczu na głoszone przez siebie wartości.

Szansę na zmiany systemowe ogranicza też niechęć do sprywatyzowania nierentownych zakładów. Jak jeszcze w 2010 r. przyznawali w rozmowie z DGP przedstawiciele miejscowych władz, ostateczne decyzje w sprawie przekształceń własnościowych najważniejszych zakładów podejmuje osobiście Łukaszenka. A pod przymiotnikiem „najważniejszy” może się kryć dowolna fabryka. wskazuje Sierż Naurodski.

Branża IT to jedna z białoruskich „success stores”. Miński Park Wysokich Technologii, założony jeszcze w 2006 r., jest w istocie wirtualną specjalną strefą ekonomiczną. Firmy zarejestrowane na jego terenie (niekoniecznie posiadające w Mińsku siedzibę), korzystające z pracy tanich w porównaniu z krajami Zachodu i świetnie wykształconych informatyków, cieszą się ogromnymi ulgami podatkowymi. Efektem pracy białoruskich informatyków są takie firmy, jak Viber czy Wargaming.net, znany dzięki popularnej na całym świecie grze komputerowej „World of Tanks”.

Poza ograniczonym siłą rzeczy sektorem teleinformatycznym prywatna inicjatywa jest jednak mocno ograniczana. –– wskazuje Siarhiej Czały podczas spotkania w Press Club Belarus. – – dodaje.

Mimo to Sierż Naurodski zachowuje optymizm. – – ma nadzieję. W przeciwnym razie, zdaniem Siarhieja Czałego, gospodarce grozi dalsza degradacja.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraBiałoruś wie, że musi urosnąć »
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj