20 tys. osób zgromadziło się we wtorkowy wieczór na pl. Republiki w centrum Paryża, aby zaprotestować przeciwko antysemityzmowi. Wśród okrzyków i na transparentach dominowało zawołanie "Ça suffit!" ("Dość już tego!"). W tłumie można było odnaleźć polityków niemal wszystkich partii politycznych. Był premier Édouard Philippe oraz byli prezydenci Nicolas Sarkozy i François Hollande.

Antysemityzm to nie tylko sprawa Żydów. To jest sprawa nas wszystkich, Francuzów – cytował Hollande’a dziennik "Le Monde". Społeczna mobilizacja to odpowiedź na wydarzenia z leżącego nieopodal Strasburga miasteczka Quatzenheim. Nieznani sprawcy zdewastowali tam cmentarz żydowski. Niemal 100 nagrobków, najpewniej w nocy z poniedziałku na wtorek, pokryto swastykami. – Będziemy działać, tworzyć uchwały i karać – mówił prezydent Emmanuel Macron, który jeszcze w ten sam dzień pojawił się na miejscu przestępstwa.

Wtorkowe wydarzenie to tylko smutne zwieńczenie całego ciągu antysemickich incydentów. W weekend w Paryżu na okolicznościowych skrzynkach pocztowych z wizerunkiem Simone Veil, zmarłej dwa lata temu popularnej polityk, która jako dziecko przeżyła Auschwitz, namalowano swastyki. Na fasadzie sklepu z pieczywem żydowskim ktoś namalował sprayem słowo "Juden", co po niemiecku oznacza "Żydzi". Zniszczono także drzewka zasadzone na przedmieściach stolicy ku pamięci Ilana Halimiego, młodego mężczyzny, którego w 2006 r. gang złożony z imigrantów z krajów afrykańskich torturował i zamordował z powodu jego żydowskiego pochodzenia.

Dzięki nagraniu wideo światowym echem odbił się też atak, jaki uczestnicy antyrządowych protestów "żółtych kamizelek" przypuścili w niedzielę na filozofa żydowskiego pochodzenia Alaina Finkielkrauta. Rozpoznany przez demonstrujących został zwyzywany od "brudnego syjonisty". Już wcześniej podczas protestów rejestrowano wypowiadane w kierunku przedstawicieli mediów oskarżenia, że "pracują dla Żydów". Na wzrost incydentów o podłożu antysemickim wskazują zeszłoroczne statystyki. W 2018 r. MSW odnotowało we Francji 541 tego rodzaju wykroczeń. To o 74 proc. więcej niż w 2017 r. Francja wciąż pozostaje miejscem zamieszkania największej diaspory żydowskiej w Europie, której wielkość szacuje się na 500 tys. osób.

Problem antysemityzmu narasta również w Wielkiej Brytanii i Niemczech, odpowiednio drugim i trzecim kraju UE pod względem wielkości społeczności żydowskiej. W Wielkiej Brytanii w zeszłym roku odnotowano 1652 incydenty. Jak podaje Community Security Trust, organizacja powołana do monitorowania bezpieczeństwa Żydów na Wyspach, to o 16 proc. więcej niż w 2017 r. Sprawa dotyka też brytyjskiej polityki. W poniedziałek siedmiu posłów Partii Pracy poinformowało o odejściu z ugrupowania. Podczas konferencji prasowej Luciana Berger uzasadniała, że partia stała się „instytucjonalnie antysemicka”. Berger jako Żydówka była od wielu lat celem ataków i pomówień w sieci ze strony działaczy skrajnej prawicy, ale także propalestyńskich sympatyków Partii Pracy.

W Niemczech w 2018 r. policja zarejestrowała 1646 przestępstw motywowanych antysemityzmem. W stosunku do 2017 r. to wzrost o niemal 10 proc. Policyjne statystyki systematycznie rosną od wielu lat. Analizujący tendencje antysemickie zadają sobie pytanie, jaka grupa odpowiada za większość przestępstw. Instytucje żydowskie wskazują, że problem coraz częściej dotyczy osób pochodzących z krajów muzułmańskich, gdzie podejście do Żydów i Izraela jest tradycyjnie wrogie. Ze statystyk niemieckiej policji wynika z kolei, że zdecydowana większość incydentów to wynik działań osób lub grup związanych z ideologią skrajnie prawicową.

Liczby te mogą być jednak nieprecyzyjne. Z ustaleń berlińskiego dziennika "Tagesspiegel" wynika, że jeśli policja nie może ustalić sprawcy antysemickiego napisu na murze, czyn ten automatycznie jest przypisywany do kategorii "przestępstw powiązanych ze skrajną prawicą". Brytyjski Community Security Trust, analizując zeszłoroczne przestępstwa o podłożu antysemickim, wskazuje na ich zdecydowany wzrost w miesiącach, w których przy granicy Strefy Gazy izraelskie wojsko zabijało lub raniło większe grupy Palestyńczyków.

Sytuację w Europie bacznie obserwują izraelscy politycy. Premier Binjamin Netanjahu w reakcji na zbeszczenie cmentarza w Quatzenheim wezwał europejskich liderów do podjęcia zdecydowanych działań. "Wydarzenia z Francji przywołują wspomnienia z mrocznych czasów w historii Żydów" – zatweetował Jo’aw Galant, minister budownictwa w rządzie Netanjahu. "Wzywam Żydów: wracajcie do domu, emigrujcie do Izraela" – zakończył wpis Galant. W ciągu ostatnich 10 lat 45 tys. francuskich Żydów opuściło kraj i udało się na aliję.