- Jesteśmy bardzo zaniepokojeni tym, że USA mogą przeprowadzić każdą prowokację prowadzącą do rozlewu krwi, aby znaleźć powód i uzasadnienie dla interwencji w Wenezueli. Ale zrobimy wszystko, by do tego nie dopuścić - powiedziała Matwijenko przebywającej w Moskwie wiceprezydent Wenezueli Delcy Rodriguez.

Matwijenko oświadczyła, że takie działanie ze strony Stanów Zjednoczonych, "kraju, który się przedstawia na świecie jako obrońca demokracji", jest "wyjątkowo cyniczne". Podkreśliła też, że próby "nielegalnego obalenia urzędującego prezydenta i nominowania z zewnątrz opozycyjnego polityka jako szefa państwa" stanowią "poważne naruszenie prawa międzynarodowego i Karty Narodów Zjednoczonych".

- To wszystko składa się na groźbę interwencji zbrojnej. Rosja robiła i będzie robiła w przyszłości wszystko, co możliwe, by zapobiec takiemu rozwojowi wydarzeń - zapewniła.

Podczas wizyty w Moskwie Rodriguez spotkała się z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem, a także przewodniczącym Dumy Państwowej Wiaczesławem Wołodinem. Po spotkaniu z Ławrowem poinformowała, że władze Wenezueli zdecydowały o przeniesieniu europejskich biur państwowego koncernu naftowego PDVSA z Lizbony do Moskwy.

Konflikt wewnętrzny w Wenezueli zaostrzył się na początku stycznia po zaprzysiężeniu na nową kadencję dotychczasowego prezydenta Nicolasa Maduro. W zeszłym roku wygrał on wybory, które jednak nie spełniały żadnych demokratycznych standardów i nie zostały uznane przez kraje zachodnie. Kilka dni po zaprzysiężeniu Maduro przewodniczący kontrolowanego przez opozycję parlamentu Juan Guaido ogłosił się tymczasowym prezydentem.

Przejęcie przez niego obowiązków głowy państwa uznały Stany Zjednoczone, a w ślad za nimi Kanada i większość państw Ameryki Łacińskiej, a po kilku dniach także większość członków Unii Europejskiej. Rosja, która przez ostatnie kilka lat udzielała kredytów wenezuelskiemu reżimowi, uznaje władzę Maduro - podobnie jak m.in. Chiny, Iran, Kuba, Turcja czy Boliwia.