Bruksela znalazła sposób na załamanie demograficzne w Europie - co roku chce wpuścić do Unii przynajmniej milion imigrantów z Afryki i Azji. Jednocześnie Wspólnota zamyka granice dla Ukraińców, Rosjan i Białorusinów. A to właśnie oni mają większe szansę na szybką integrację - pisze DZIENNIK.
Dziś w zjednoczonej Europie nieco ponad 18 milionów osób to obywatele krajów spoza Unii. Franco Frattini, komisarz odpowiedzialny za sprawy imigracji, proponuje, aby w
ciągu kilkunastu lat było ich ponad dwa razy więcej. "Musimy widzieć w imigracji nie zagrożenie, ale szansę na wzbogacenie naszych społeczeństw i nieodzowny element współczesnego
świata" - przekonuje Włoch.
I nie pozostaje gołosłowny. Choć dopiero za miesiąc Komisja Europejska przedstawi szczegóły nowej polityki imigracyjnej, Frattini już teraz ujawnia jej podstawowy element. To niebieska karta, która na wzór amerykańskiej zielonej karty (green card) ma być przepustką dla milionów pracowników spoza naszego kontynentu do osiedlenia się w jednym z państw "27”. Kartę początkowo imigranci otrzymywaliby na dwa lata, z możliwością przedłużenia do pięciu. Uprawniałaby ona nie tylko do legalnej pracy, ale także korzystania z praw socjalnych i niektórych praw obywatelskich. Ale co najbardziej przełomowe, po pięciu latach właściciel karty miałby prawo do osiedlenia się w dowolnym państwie UE. To szczególnie kontrowersyjna propozycja, biorąc pod uwagę liczbę kart, jaka zdaniem Frattiniego powinna być wydawana w UE każdego roku: ponad milion.
Na ostrą reakcję europejskich stolic nie trzeba było długo czekać. Najbardziej oburzeni są Brytyjczycy. "Jest sprawą najwyższej wagi, aby rząd Jej Królewskiej Mości zachował kontrolę nad tym, kto ma prawo przyjeżdżać do Wielkiej Brytanii, a kto nie" - oświadczył David Davis typowany na ministra spraw wewnętrznych w razie zwycięstwa konserwatystów. Brytyjska prasa zbija najważniejsze argumenty Frattiniego: spadek ludności Europy począwszy od 2011 roku i tak szybkie starzenie się unijnych społeczeństw, że w 2030 roku co trzeci mieszkaniec Wspólnoty będzie miał ponad 65 lat. - Dla Zjednoczonego Królestwa perspektywy są dokładnie odwrotne: za 40 lat na Wyspach będzie żyło prawie 90 milionów ludzi, tak wielu się już tu osiedla imigrantów - oburzał się wczoraj "The Sun”.
Jeszcze gorszą wróżbą dla powodzenia planów Frattiniego są reakcje z Berlina. "Niemcy nie mogą zgodzić się na przyjęcie na stałe dużej liczby imigrantów tylko dlatego, że są oni potrzebni w danym momencie" - oświadczył minister gospodarki Michael Glos. Republika Federalna od lat upiera się przy utrzymaniu w Radzie Unii prawa weta przy podejmowaniu decyzji dotyczących imigracji, bo Niemcy nie mogą uporać się z integracją przeszło trzech milionów Turków i nie chcą, aby Bruksela narzuciła im kolejnych.
Najważniejsze kraje Unii nie poprzestają tylko na słowach. Brytyjczycy chcą wprowadzić system punktów, który powstrzyma napływ najgorzej wykształconych przyjezdnych. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy zapowiedział wprowadzenie badań genetycznych imigrantów tak, aby zapobiec nadużyciom przy sprowadzaniu przez nich rodzin. Hiszpania forsuje z kolei plan rozbudowy unijnej floty mającej powstrzymać Afrykańczyków, starających się na tratwach dotrzeć do europejskiego brzegu.
Propozycje Frattiniego zbiegają się w czasie z decyzją o wprowadzeniu już 1 grudnia utrudnień przy wydawaniu wiz dla Ukraińców, Rosjan i Białorusinów chcących pracować w krajach Europy Środkowej. Wielu ekspertów wskazuje tymczasem, że jeśli UE poważnie myśli o zapełnianiu luki demograficznej, zamiast szukać w Azji czy Afryce, powinna szukać kandydatów na nowych obywateli znacznie bliżej. Trudno bowiem znaleźć ludzi, którzy łatwiej by się integrowali, niż przybysze zza Bugu.
I nie pozostaje gołosłowny. Choć dopiero za miesiąc Komisja Europejska przedstawi szczegóły nowej polityki imigracyjnej, Frattini już teraz ujawnia jej podstawowy element. To niebieska karta, która na wzór amerykańskiej zielonej karty (green card) ma być przepustką dla milionów pracowników spoza naszego kontynentu do osiedlenia się w jednym z państw "27”. Kartę początkowo imigranci otrzymywaliby na dwa lata, z możliwością przedłużenia do pięciu. Uprawniałaby ona nie tylko do legalnej pracy, ale także korzystania z praw socjalnych i niektórych praw obywatelskich. Ale co najbardziej przełomowe, po pięciu latach właściciel karty miałby prawo do osiedlenia się w dowolnym państwie UE. To szczególnie kontrowersyjna propozycja, biorąc pod uwagę liczbę kart, jaka zdaniem Frattiniego powinna być wydawana w UE każdego roku: ponad milion.
Na ostrą reakcję europejskich stolic nie trzeba było długo czekać. Najbardziej oburzeni są Brytyjczycy. "Jest sprawą najwyższej wagi, aby rząd Jej Królewskiej Mości zachował kontrolę nad tym, kto ma prawo przyjeżdżać do Wielkiej Brytanii, a kto nie" - oświadczył David Davis typowany na ministra spraw wewnętrznych w razie zwycięstwa konserwatystów. Brytyjska prasa zbija najważniejsze argumenty Frattiniego: spadek ludności Europy począwszy od 2011 roku i tak szybkie starzenie się unijnych społeczeństw, że w 2030 roku co trzeci mieszkaniec Wspólnoty będzie miał ponad 65 lat. - Dla Zjednoczonego Królestwa perspektywy są dokładnie odwrotne: za 40 lat na Wyspach będzie żyło prawie 90 milionów ludzi, tak wielu się już tu osiedla imigrantów - oburzał się wczoraj "The Sun”.
Jeszcze gorszą wróżbą dla powodzenia planów Frattiniego są reakcje z Berlina. "Niemcy nie mogą zgodzić się na przyjęcie na stałe dużej liczby imigrantów tylko dlatego, że są oni potrzebni w danym momencie" - oświadczył minister gospodarki Michael Glos. Republika Federalna od lat upiera się przy utrzymaniu w Radzie Unii prawa weta przy podejmowaniu decyzji dotyczących imigracji, bo Niemcy nie mogą uporać się z integracją przeszło trzech milionów Turków i nie chcą, aby Bruksela narzuciła im kolejnych.
Najważniejsze kraje Unii nie poprzestają tylko na słowach. Brytyjczycy chcą wprowadzić system punktów, który powstrzyma napływ najgorzej wykształconych przyjezdnych. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy zapowiedział wprowadzenie badań genetycznych imigrantów tak, aby zapobiec nadużyciom przy sprowadzaniu przez nich rodzin. Hiszpania forsuje z kolei plan rozbudowy unijnej floty mającej powstrzymać Afrykańczyków, starających się na tratwach dotrzeć do europejskiego brzegu.
Propozycje Frattiniego zbiegają się w czasie z decyzją o wprowadzeniu już 1 grudnia utrudnień przy wydawaniu wiz dla Ukraińców, Rosjan i Białorusinów chcących pracować w krajach Europy Środkowej. Wielu ekspertów wskazuje tymczasem, że jeśli UE poważnie myśli o zapełnianiu luki demograficznej, zamiast szukać w Azji czy Afryce, powinna szukać kandydatów na nowych obywateli znacznie bliżej. Trudno bowiem znaleźć ludzi, którzy łatwiej by się integrowali, niż przybysze zza Bugu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane