- Myślę, że możliwe, że Iran się pomylił; potrafię sobie wyobrazić, że to jakiś generał albo ktoś popełnił błąd - mówił Trump dziennikarzom w czwartek w Gabinecie Owalnym Białego Domu, przed spotkaniem z premierem Kanady Justinem Trudeau. Jednocześnie zapewnił, że wciąż jest otwarty na ewentualne rozmowy z Teheranem.

Zapytany, czy Stany Zjednoczone odpowiedzą to działanie Iranu, amerykański szef państwa odpowiedział: Wkrótce się dowiecie.

Zapewnił też, że USA mają udokumentowany fakt, że zestrzelona maszyna była w międzynarodowej przestrzeni powietrznej, a nie nad terytorium Iranu, jak utrzymuje Teheran.

Wcześniej, w pierwszej publicznej reakcji na incydent, Trump napisał na Twitterze: "Iran zrobił ogromny błąd!".

Jednocześnie przedstawiciel amerykańskiej armii poinformował, że Iran zestrzelił drona, gdy przebywał on w międzynarodowej przestrzeni powietrznej nad cieśniną Ormuz, w odległości ok. 34 kilometrów od irańskiego wybrzeża.

- Ten niebezpieczny i eskalujący (napięcie) atak był nieodpowiedzialny i doszło do niego w pobliżu korytarzy powietrznych między Dubajem, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i omańskim Muskatem, co mogło zagrozić niewinnym cywilom - powiedział dziennikarzom gen. Joseph Guastella, główny dowódca amerykańskiego lotnictwa na Bliskim Wschodzie. Zapewnił, że dron "w żadnym momencie wykonywania swojej misji" nie naruszył irańskiej przestrzeni powietrznej.

Zdaniem Guastelli Iran chciał utrudnić USA monitorowanie regionu Zatoki Perskiej.

Natomiast irański minister spraw zagranicznych Mohammad Dżawad Zarif napisał na Twitterze, że USA kłamią, twierdząc, że drona zestrzelono nad wodami międzynarodowymi. Jego zdaniem Waszyngton "przeprowadził tajną operację" wymierzoną w Iran oraz naruszył terytorium tego kraju.

- Nie chcemy wojny, ale będziemy gorliwie bronić naszego nieba, lądu oraz wód - oświadczył Zarif. Zapowiedział też, że Iran wniesie sprawę do ONZ, gdzie "udowodni, że USA kłamią", mówiąc o zestrzeleniu nad wodami międzynarodowymi.

Strona amerykańska informowała, że do zestrzelenia drona RQ-4 Global Hawk, który miał służyć obserwacji obszaru morskiego, doszło około godziny 23.35 (1.35 w Polsce) w środę wieczorem.

Według irańskiej Gwardii Rewolucyjnej dron "wystartował z amerykańskiej bazy na zachodzie Zatoki Perskiej", a wcześniej wyłączył wszelkie wyposażenie pozwalające na jego identyfikację, "łamiąc regulacje dotyczące ruchu powietrznego". Teheran utrzymuje, że maszyna została zestrzelona w położonej nad Zatoką Perską prowincji Hormozgan na południu kraju. Jak podkreśliła Gwardia, miał to być "jasny komunikat" dla wroga Iranu - Stanów Zjednoczonych, że irańskie granice to dla tego kraju "czerwona linia" i że Teheran będzie "stanowczo reagował na wszelką agresję".

Sprawę skomentował rzecznik ONZ Stephane Dujarric, informując, że sekretarz generalny organizacji Antonio Guterres jest zaniepokojony incydentem. - Jest bardzo ważne, by strony (sporu) zachowały maksymalną powściągliwość i unikały jakiegokolwiek działania, które zaogni sytuację - apelował Dujarric.

Do sprawy odniósł się także premier Izraela Benjamin Netanjahu, który wezwał społeczność międzynarodową do poparcia USA przeciw Iranowi. - W ciągu ostatniej doby Iran zaostrzył agresywne zachowanie wobec Stanów Zjednoczonych i wszystkich nas. Powtarzam mój apel do wszystkich krajów miłujących pokój, by wsparły wysiłki USA, by powstrzymać irańską agresję - powiedział szef izraelskiego rządu w nagraniu wideo.

W ostatnim czasie w Zatoce Perskiej napięcia między Iranem a Stanami Zjednoczonymi wzrosły. Obawy o konfrontację pomiędzy tymi krajami rosną od 13 czerwca, kiedy w Zatoce Omańskiej zaatakowane zostały dwa tankowce. Stany Zjednoczone oskarżyły o ten atak Iran, czemu ten kategorycznie zaprzecza.