W Maduraju, w restauracji, zamawiam koozh (ryż z owsianką - PAP), a kelnerzy patrzą na mnie jak na idiotę - mówi 32-letni Banu. - Powtarzam trzy razy, a oni pytają się między sobą w hindi, o co mi chodzi - załamuje ręce.

Banu mówi po tamilsku, a kelnerzy w hindi, języku używanym na północy kraju, gdzie leży stolica, Delhi. W indyjskiej konstytucji oba języki mają taki sam status. - Ale ja jestem u siebie! A oni pytają, czemu się wygłupiam i nie zamawiam w hindi - wzdycha Banu.

Tamilowie już od lat 30. za okupacji brytyjskiej, a potem w latach 60. walczyli z językiem hindi, który chciała narzucić im partia Indyjski Kongres Narodowy jako język łączący wszystkich Indusów. Mieszkańcy Indii mówią 22 oficjalnymi językami, 30 głównymi, a liczba dialektów to ponad 1,5 tys. Hindi miał być językiem narodowym, choć pod względem literackim jest w Indiach "najmłodszym" językiem - pierwsze powieści w hindi pojawiły się dopiero pod koniec XIX w.

Teraz obowiązkowy hindi chciała wprowadzić do szkół Indyjska Partia Ludowa (BJP), która zwyciężyła w ostatnich wyborach parlamentarnych. Przedstawiony przez nią projekt reformy edukacji spotkał się na południu z gwałtownym oporem, a najgłośniej niezadowolenie wyrażano w stanie Tamilnadu.

Dla południowca tamilski, pochodzący z rodziny języków drawidyjskich, jest wszystkim – to element tożsamości równie ważny co tamtejsza kuchnia, luźny strój, filtrowana kawa i pogoda. - Popatrz, jak jemy nasz ukochany ryż! - mówi Banu, zgarniając sprawnym ruchem dłoni ogromną garść lepkiego ryżu. Po ręce spływa ciepły sos, który Banu z zadowoleniem oblizuje.

Kochamy naszą kuchnię, jest aromatyczna i pełna kolorów, lekka, a nie ciężka, jak na północy. Tam tylko ciężkie curry i placki. Żadnego polotu - zapewnia.

Tłumaczy, że jeszcze kilka lat temu sytuacja z kelnerem mówiącym tylko w hindi byłaby nie do pomyślenia. - Ale teraz ludzi z północnych stanów, z Uttar Pradeś i Biharu, znajdziesz wszędzie. Na Goa, w Kerali i u nas, w Tamilandu - mówi Banu, który jest analitykiem w jednej z korporacji w Delhi.

Tak, my za to eksportujemy na północ wykształconych ludzi. Nasza kultura stworzyła system nauczania, którego zazdroszczą nam całe Indie - podkreśla.

Rzeczywiście południe zadbało o edukację, a Kerala zwłaszcza o służbę zdrowia - ocenia Reshmi Vasudevan, ekspertka ds. energii odnawialnej z Delhi. Niemal 100 proc. Keralczyków umie pisać i czytać, stan ten ma też najwyższy wskaźnik dostępności do służby zdrowia, w przeciwieństwie do stanów północnych.

Południe jest z jednej strony bardzo religijne, a z drugiej religia była i jest (tam) kontestowana - zauważa. Kiedy buddyzm zdobywał w Indiach coraz więcej zwolenników, na południu hinduizm odradzał się w nowej formie. Reformację zapoczątkowali wędrowni nauczyciele, którzy chętnie korzystali z ludowych legend. Hinduizm, do którego rytuałów długo bronili dostępu bramini z północy, stał się bardziej przystępny.

W XX w. Erode Venkatappa Ramasamy, zwany Periyarem, poszedł jeszcze dalej. Nauczał racjonalizmu, promował prawa kobiet i nawoływał do zarzucenia systemu kast.

Periyar twierdził, że idei jednych Indii nie da się obronić. Północ opierała się na prymacie braminów o jaśniejszej karnacji, którzy jego zdaniem chcieli narzucić południu dominację o ciemnym kolorze skóry. Od lat 20. Periyar nawoływał do stworzenia na południu państwa drawidyjskiego.

Wyniki ostatnich wyborów pokazały, jak bardzo Indie są podzielone na północ i południe - uważa Sunil Fernandes, student politologii na delhijskim uniwersytecie. - BJP wygrało wszędzie na północy i w centrum kraju, a południe zgodnie powiedziało "nie" - dodaje.

Fernandes ocenia, że BJP wygrała po raz drugi z ogromną przewagą na fali powiązanego z religią nacjonalizmu. - Coś, co w tradycyjnych rodzinach na Goa, gdzie jest wielu katolików, jest nie do pomyślenia. Zresztą nie tylko dla nas, również dla Keralczyków i Tamilów, którzy są przecież w większości hindusami - twierdzi.

Ale Goa również się zmienia. Jest u nas coraz więcej migrantów zarobkowych z Uttar Pradeś i Biharu. Zachęceni przez obecną władzę, zaczynają narzucać swój wojowniczy hinduizm - opowiada.

W 2026 r. wygasa 84. poprawka do indyjskiej konstytucji, która zamroziła do tego czasu zmiany w wielkości i liczbie okręgów wyborczych. Konstytucja zakłada, że każdy poseł powinien reprezentować podobną liczbę wyborców.

Tymczasem południe kraju starzeje się, a północ jest młodsza i rodzi się tam więcej obywateli. Na skutek zmian w okręgach wyborczych tylko stany z doliny Gangesu będą miały ponad połowę posłów w parlamencie. Południe jeszcze bardziej straci na znaczeniu. Właśnie temu miała zapobiec 84. poprawka, uchwalona w 2002 r. przez parlament.

Tym razem może być inaczej. - Będzie wojna domowa? - pyta Fernandes.