Nielegalną manifestację zorganizowało stowarzyszenie pomagające bezdomnym "Dzieci Don Kichota". Wieść o inicjatywie stowarzyszenia rozeszła się momentalnie po całym Paryżu i pod katedrę Notre Dame przybyła prawdziwa armia bezdomnych.

Na paryską biedotę czekała już żandarmeria i kilka jednostek policji. Podczas przepychanek jeden z protestujących wpadł do rzeki. Pechowca wyłowiła żandarmeria rzeczna, która zaraz potem go aresztowała.

Lider "Dzieci don Kichota" Augustin Legrand stwierdził, że francuski rząd zapomniał o paryskiej biedocie. I dodał, że władze nie dotrzymały obietnic z poprzedniej zimy i stworzyły tylko 14 tys. zamiast 27 tys. miejsc noclegowych dla bezdomnych.

Minister mieszkalnictwa Christine Boutin w ogóle nie chciała tego komentować. Stwierdziła jedynie, że władze nie będą tolerowały zakładania na ulicach francuskich miast nowych obozowisk dla bezdomnych.