Obroniliśmy dzisiaj nasz Kapitol. Zawsze będziemy wdzięczni wobec mężczyzn i kobiet, którzy pozostali na swoim stanowisku, aby bronić tego historycznego miejsca" - powiedział Pence. "Ci, którzy dzisiaj siali spustoszenie w naszym Kapitolu, nie wygrali. Przemoc nigdy nie zwycięża. Wolność zwycięża. To wciąż jest izba ludu. Kiedy znów zbieramy się w tej sali, świat ponownie jest świadkiem odporności i siły naszej demokracji - dodał. Senat USA nie zostanie zastraszony - ocenił natomiast lider republikańskiej większości w tej izbie Mitch McConnell. Próbowali zniszczyć naszą demokrację. Nie udało im się. Nie udało im się przeszkodzić Kongresowi - powiedział polityk z Kentucky.

Reklama

Źródło z otoczenia Pence'a poinformowało, że wiceprezydentowi zaoferowano opuszczenie Kongresu, ale ten odmówił i przez cały czas przebywał na Kapitolu. "Właśnie rozmawiałem z wiceprezydentem Pence'm. Jest naprawdę dobrym i przyzwoitym człowiekiem. Wykazał się dziś odwagą, podobnie jak w Kapitolu 11 września jako kongresman. Jestem dumny, że mogę z nim służyć" - napisał na Twitterze doradca ds. Bezpieczeństwa narodowego Białego Domu, Robert O'Brien.

W trakcie posiedzenia zatwierdzającego głosowanie Kolegium Elektorów i wygraną w wyborach prezydenckich Demokraty Joe Bidena do Kongresu wtargnęli zwolennicy prezydenta Trumpa. Parlamentarzyści wstrzymali obrady i zostali ewakuowani. Jedna kobieta postrzelona na terenie Kapitolu zmarła; policja waszyngtońska poinformowała, że w środę aresztowano 13 osób. Demonstranci późnym popołudniem i wieczorem opuścili Kapitol i jego otoczenie.

W USA panuje atmosfera przygnębienia i niedowierzania. Pojawiają się komentarze, że to jeden z najbardziej smutnych dni amerykańskiej demokracji w historii.

Pence wprowadza Gwardię Narodową do Waszyngtonu

Według Pentagonu funkcjonariusze Gwardii Narodowej rozmieszczeni zostali na Kapitolu oraz w innych częściach stolicy USA. Jak poinformował dziennik „New Jork Times” decyzja sekretarza Armii Ryana McCarthy'ego i p.o. sekretarza obrony Christophera C. Millera, zapadła po tym, kiedy protestujący zwolennicy prezydenta Donalda Trumpa wtargnęli do siedzib Izby Reprezentantów i Senatu.

"Urzędnicy departamentu obrony i administracji powiedzieli, że to wiceprezydent Mike Pence, a nie prezydent Trump, zatwierdził rozkaz rozmieszczenia oddziału Gwardii Narodowej z Waszyngtonu. Nie było jasne, dlaczego prezydent, który zachęcał protestujących do szturmu na Kapitol i nadal jest naczelnym dowódcą, nie wydał rozkazu" – zauważyła nowojorska gazeta. Gazeta stwierdziła, że przedstawiciel Pentagonu powiadomił o wysłaniu Gwardii Narodowej o godz. 17.20 lokalnego czasu dla wsparcia policji. Jak dodała żołnierze będą nosić sprzęt ochronny i bojowy, ale nie będą uzbrojeni, chociaż może się to zmienić, gdyby sytuacja się pogorszyła.

Miller mówił w środę po południu, że rozmawiał z Pence, przewodniczącą Izby Reprezentantów Nancy Pelosi, senatorami Mitchem McConnellem i Chuckiem Schumerem oraz członkiem niższej izby Kongresu Steny’em H. Hoyerem z Maryland na temat protestów na Kapitolu. W pełni zmobilizowaliśmy Gwardię Narodową w DC do pomocy federalnym i lokalnym organom ścigania w pokojowym rozwiązaniu sytuacji. (…) Jesteśmy gotowi zapewnić dodatkowe wsparcie, jeśli będzie to konieczne i stosowne, zgodnie z wnioskami władz lokalnych. Nasi ludzie przysięgali, że będą bronić Konstytucji i naszego demokratycznego systemu rządów i będą zgodnie z tym postępować - dodał Miller”.

W opinii „NYT” urzędnicy Departamentu Obrony chcą, aby władze w Waszyngtonie wykorzystały lokalną policję i inne organy ścigania do konfrontacji z protestującymi. Oddziały Gwardii Narodowej mają wspierać akcję, ale jej nie przewodzić, aby uniknąć podejrzeń, że wojsko zwalcza protesty wyborcze. Także FBI przyszło w sukurs policji na Kapitolu. Rzecznik FBI powiadomił, że garstka agentów przybyła w kamuflażu z tarczami i karabinami maszynowymi późnym popołudniem tam, gdzie w bezpiecznym miejscu schronili się senatorzy.

Portal Politico zwraca uwagę, że Armia USA najpierw wyraziła zaniepokojenie udziałem a akcji, ponieważ pierwotne porozumienie przewidywało, że funkcjonariusze Gwardii Narodowej nie będą ingerować w działania cywilów w celu uniknięcia wrażenia o upolitycznieniu wojska. Najwyżsi urzędnicy Pentagonu wielokrotnie podkreślali w ostatnich tygodniach, że siły zbrojne nie będą odgrywać żadnej roli w decydowaniu o wynikach wyborów.