Ukraińska obrona powietrzna osiągnęła wspaniałe wyniki mając sprzęt w większości starszy niż ten, którym dysponują Rosjanie, nie mając sieci radarowej pozwalającej śledzić pociski nadlatujące z rosyjskich pozycji - powiedział analityk Reuben Johnson. Przytoczył relacje, według których pociski często są wykrywane wizualnie, a nie przez radary obserwacyjne, zanim zostaną uchwycone przez radary kierowania ogniem.

Reklama

Przestarzałe pociski kontra Patrioty

Dodał, że ataki na dworce kolejowe i centra handlowe, mogą wiązać się z tym, że Rosjanie używają przestarzałych pocisków Kh-22, zaprojektowanych do zwalczania lotniskowców i wyposażonych w czujniki naprowadzające na duże obiekty.

Podkreślił, że Ukraina, która otrzymała zestawy NASAMS, potrzebuje do obrony przed zagrożeniami z powietrza zestawów o większym zasięgu takich jak Patriot. Zwrócił też uwagę, że Ukraińcy wstępnie zintegrowali systemy przekazane im przez różne kraje, w tym artyleryjskie zestawy przeciwlotnicze z Niemiec z systemami produkcji radzieckiej.

Johnson podkreślił też, że wykorzystywanie nowoczesnych pocisków utrudnia Rosjanom odcięcie ich przemysłu od importowanych komponentów, dlatego "ważniejsze niż transporty broni dla Ukrainy jest utrzymywanie i rozszerzanie sankcji".

Reklama

Większość analityków błędnie oceniła rosyjskie zdolności - przyznał Marcin Piotrowski z PISM, wyjaśniając błąd korzystaniem z otwartych źródeł.

Reklama

Zwrócił uwagę na "szokująco niską jakość rosyjskiego sprzętu rakietowego", który w 40 proc. chybia celu. Dodał, że o ile takie pociski jak Iskander są udaną konstrukcją, to Rosjanie mają problem z kontrolą jakości. Dodał, że z tego powodu często używają do ostrzału ukraińskich pozycji pocisków przechwytujących, nieprzeznaczonych do atakowania celów naziemnych, co i tak powoduje śmierć i cierpienie ostrzeliwanych cywilów. Podkreślił, że wojna przeciw Ukrainie obnażyła niską jakość szkolenia rosyjskich pilotów, nieporównywalną ze standardami NATO. To dobra wiadomość - dodał.

Przeszacowaliśmy zdolności Rosjan - przyznał szef zarządu obrony powietrznej i przeciwrakietowej–zastępca inspektora rodzajów wojsk Dowództwa Generalnego gen. bryg Kazimierz Dyński. Dodał, że Rosja nie uzyskała przewagi w powietrzu, słabsza niż oceniano okazała się także rosyjska logistyka, w tym dostawy pocisków rakietowych.

Podkreślił, że Polska wyciąga wnioski z wojny i potwierdzają one, że kierunek modernizacji technicznej jest właściwy. Jesteśmy w trakcie rekonfiguracji systemu obrony powietrznej w Polsce, budujemy nowe zdolności - powiedział, przypominając m.in. systemy krótkiego zasięgu, które mają zostać uzbrojone w pociski CAMM. Zwrócił uwagę na znaczenie wymiany informacji między różnymi systemami, rodzajami sił zbrojnych i wojsk, której ma służyć m.in. samolot piątej generacji F-35.

Były zastępca szefa Sztabu Generalnego gen. broni w st. spocz. Andrzej Fałkowski zaznaczył, że dla odstraszania niezbędny jest zintegrowany system obrony powietrznej, dlatego Polska od lat stawia na system łączący środki obron dla różnych warstw.

Podkreślił, że choć inne kraje, jak Szwecja i Rumunia, także integrują zestawy średniego zasięgu Patriot z obroną powietrzną krótkiego zasięgu, Polskę wyróżnia wybór systemu IBCS, który ma spinać wszystkie systemy lądowe, powietrzne i morskie.

Zwrócił uwagę, że choć każdy z krajów NATO może mieć inny rodzaj broni, kluczowe znaczenie ma ich integracja pozwalająca na dostęp do danych uzyskanych przez sojuszników, czemu służy zintegrowany system obrony powietrznej NATO - NATINADS.

Fałkowski nie wykluczył szybkiego przyjęcia Ukrainy do NATO. Żyjemy w wyjątkowych czasach, które wymagają wyjątkowych rozwiązań - powiedział, przypominając, że artykuł Traktatu Północnoatlantyckiego mówi o polityce otwartych drzwi.

autor: Jakub Borowski