Łabędzie po raz pierwszy pojawiły się na plantacjach na południu kraju wczesną wiosną. Najprawdopodobniej miejsce na postój wybrały z uwagi na kilka małych jeziorek, które powstały po deszczach i roztopach. Później rozsmakowały się i uzależniły od maku, którego łodygi i liście zawierają morfinę, a która w konsekwencji uszkodziła ich system trawienny.
Ptaki padły
Wiele ptaków szybko padło, pozostałe nie umiały lub nie chciały rozstawać się z polem maku. Uzależnione łabędzie własnym sumptem przewiózł do stacji ornitologicznej lokalny strażnik ochrony przyrody Jozef Lengyel oraz dwóch wolontariuszy. Łabędzie nie były w stanie latać i po kilku dniach również padły.
Z medialnych doniesień wynika, że przedstawiciele administracji weterynaryjnej nie zaangażowali się w przewóz ptaków z pola maku. Rozmawiali jedynie z właścicielem plantacji i odjechali. Na miejscu był także dyrektor administracji Obszaru Krajobrazu Chronionego Łąk Naddunajskich Radovan Michalka, który późną reakcję na obecność chorych ptaków tłumaczył, że czekano, licząc, że łabędzie odlecą, aby budować gniazda. Przyznał też, że służbom brakowało doświadczenia, ponieważ uzależnione od maku ptaki pojawiły się na południu Słowacji po raz pierwszy.
Piotr Górecki
Warszawiak z wyboru. Do stolicy przyjechał z Pomorza. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. W „Dzienniku” od października 2022 roku, wcześniej pracował w Polskiej Agencji Prasowej. Interesuje się polityką i sportem. Lubi chodzić na demonstrację i uliczne protesty. Rzadziej, niestety, można go spotkać w teatrze. Wolne chwile spędza słuchając rapu. Najczęściej napisanego cyrylicą. Prywatnie fan Chelsea Londyn. Ta miłość w tym roku osiągnęła pełnoletność.