Zbrodnia

Reklama

Rok 2008. Przedsiębiorca budowlany Drasius Kedys jest samotny, jego była narzeczona opiekuje się ich córką. Podczas któregoś ze spotkań dziewczynka opowiada mu o erotycznych "zabawach”, w tym gwałtach, których dopuszczają się z nią trzej "wujkowie”. Dziecko pamięta, jak się nazywają: to Jonas, Usas i Aidas. Pokazuje hotel, do którego wywozili ją pedofile, łazienkę z wanną i balkon.

Wreszcie rozpoznaje na zdjęciach dwóch z trzech oprawców. Pierwszy z nich to Jonas Furmanaviczius, sędzia Sądu Okręgowego w Kownie. Osoba wpływowa, niegdyś sądził w sprawie tzw. gangu doktorów, najgroźniejszej grupy przestępczej niepodległej Litwy. Drugim jest znany lokalny polityk, niegdyś asystent marszałka Sejmu Andrius Usas. Tożsamości Aidasa Kedysowi nie udało się ustalić. Trzej dewianci mają płacić matce (oraz jej siostrze Violecie Naruszevicziene) za każdy dzień spędzony z jej córką.

Dziewczynka nie kryje makabrycznych wspomnień. Opowiada o nich ojcu, dziadkom. Kedys zgłasza sprawę na policji. Teoretycznie w tym momencie cała sprawa powinna zmierzać do sprawiedliwego zakończenia, czyli zaprowadzenia Furmanavicziusa i Usasa na ławę oskarżonych. Tymczasem policja odmawia nawet wszczęcia śledztwa. "Żaden z czterech kowieńskich prokuratorów mi nie pomógł" - skarży się później mężczyzna.

Drasius Kedys jednak nie rezygnuje. "Często powtarzał: <Do ostatniego tchu będę walczył z pedofilami. Cóż warte jest bowiem życie, skoro nie można ochronić czterolatki?>" - wspomina potem jego matka. Kedys nagrywa na płyty DVD opowieść dziewczynki. Jest na nich wszystko: dziecko relacjonuje krok po kroku przerażające szczegóły pedofilskich orgii z udziałem sędziego i polityka. 200 kopii filmu przedsiębiorca rozsyła do najważniejszych osób w kraju: parlamentarzystów, prokuratorów, redakcji gazet, wreszcie tworzy stronę internetową Pedofilai.com, na której publikuje materiały. "Drodzy dziennikarze, jesteście jedyną nadzieją na sprawiedliwość i prawdę. Tylko wy możecie pomóc sędziom i politykom trafić tam, gdzie ich miejsce - do więzienia” - pisze Kedys w liście do redakcji.

>>> Co zrobi ojciec, by obronić swoje dziecko? Polityk PiS: Być może bym zabił

...czytaj dalej



Ku jego zaskoczeniu - bez rezultatu. Jak twierdzi poseł Saulius Stoma, pedofilskie lobby istnieje nawet w Sejmie. "Są ludzie, którzy specjalnie topią poprawki podnoszące dopuszczalny wiek współżycia seksualnego z obecnych 14 lat" - mówi gazecie "Respublika". W sprawie Kedysa nic się nie dzieje nawet po tym, jak w sierpniu biegli kryminolodzy potwierdzają, że nagrana na DVD opowieść nie wygląda na zmyśloną. "Władze nie tyle starały się przykryć całą sprawę, ile po prostu nie doceniły jej wagi" - twierdzi w rozmowie z nami Dainius Radzeviczius, szef Związku Dziennikarzy Litwy. "Teraz reakcja Litwinów może zmusić polityków do przyjrzenia się systemowi ochrony dzieci przed przemocą seksualną" - mówi.

Zemsta

5 października 2009 r. 8.30 rano, kowieńska Starówka. Sędzia Furmanaviczius wychodzi ze swojego mercedesa, aby sprawdzić, co się stało - wygląda bowiem na to, że jest świadkiem stłuczki. Po chwili pada na ziemię trafiony trzema kulami w brzuch i jedną w głowę. 47-latek ginie na miejscu. Część świadków twierdzi, że zabójców było kilku.

5 października 2009 r. 12.30 po południu, Vaiszvydava pod Kownem, dom Violety Naruszevicziene. Ciało 30-latki odnajduje jej córka po powrocie ze szkoły. Na schodach policja znajduje pistolet. Broń jest zarejestrowana na Drasiusa Kedysa. Naruszevicziene była numerem dwa na liście przedsiębiorcy. Kedys oskarżał ją o "wypożyczanie” czterolatki pedofilskiemu gangowi i współorganizację orgii.

Funkcjonariusze zapewniają ochronę m.in. rzekomemu pedofilowi numer dwa - Andriusowi Usasowi i matce dziewczynki. Władze boją się, że mogą się oni stać kolejnymi ofiarami mściciela. Ochrona przychodzi w samą porę: tego samego dnia przed domem Usasa odnaleziono volkswagena, którym mógł się poruszać zabójca Furmanavicziusa. - Wszyscy myślą, jak chronić sędziów, tymczasem nikt nie zdołał ochronić tego dziecka - oskarża tymczasem deputowany Meczislovas Zascziurinskas.

...czytaj dalej



Reklama

Ostatni - na razie - akt terroru ma miejsce w ostatni poniedziałek o 9.20 rano. W wileńskiej siedzibie rzecznika praw dziecka wybucha bomba. Media natychmiast zaczynają spekulować: czy to kolejny atak Kedysa, czy też dowód poparcia dla niego ze strony jego zradykalizowanych fanów?

Na Litwie wybucha burza, jakiej ten 3,5-milionowy kraj jeszcze nie widział. Posłowie tworzą specjalną komisję, która ma za zadanie wyjaśnić, jakim cudem przez rok starań Kedysa żadna ze służb nie zainteresowała się losem jego córki. Dlaczego media traktowały zdesperowanego ojca niczym natręta, od którego należy się opędzić.

Bohater

Sam Kedys tymczasem przepadł niczym kamień w wodę. Wiadomo tylko, że żyje; dwa dni po zabójstwach kilku urzędników otrzymało jego list. Jego treść nie została ujawniona. Policja rozstawia blokady na drogach wokół Kowna. Zabójcę ścigają też helikoptery. Bez skutku. Nikt nie wie, co się stało z 37-letnim przedsiębiorcą. Lietuvos Rytas twierdzi, że korzysta z zagranicznej karty SIM. Nawet jednak jeśli został na Litwie, nie będzie łatwo go znaleźć. Litwini nie palą się do wydania go w ręce policji. O ile zazwyczaj chętnie informują policję o poszukiwanych bandytach, w sprawie Kedysa policyjne telefony milczą.

Z drugiej strony pojawia się wersja, że to nie Kedys jest zabójcą. Policja rozpatruje też opcję, która zakłada, że to kowieńscy gangsterzy wykorzystali pedofilski skandal, aby zabić sędziego Furmanavicziusa, który wcześniej przyczynił się do osłabienia miejscowych grup przestępczych. "Nie jestem przekonana, czy to Kedys strzelał. Nic więcej o swoich wątpliwościach nie mogę jednak powiedzieć" - tłumaczyła choćby rzecznik praw dziecka. Policjanci sprawdzają też pogłoski, jakoby Kedys miał popaść w konflikt o pieniądze z jednym z gangów.

...czytaj dalej



Niezależnie od faktów 37-latek już stał się dla przeciętnego Litwina prawdziwym bohaterem. - Jestem po stronie Kedysa. Pomogę mu, jeśli tylko spotkam go na ulicy - mówiła dziennikarzom Vitalija Navickaite z Poniewieża. W hołdzie mścicielowi internauci założyli stronę, na Facebooku ma on już 20 tys. zwolenników. W sieci można już zamówić kubki z jego podobizną w fioletowym, obcisłym T-shircie.

"To nie jest tak, że ci ludzie popierają mordercę. Wsparcie dotyczy raczej idei, że własnego dziecka można bronić wszelkimi dostępnymi sposobami" - tłumaczy nam publicysta Dainius Radzeviczius. Mimo to ten uznany publicysta wzywa do opamiętania. "Co dalej? Przywrócimy karę śmierci? Wpiszemy do kodeksów prawo linczu? Tak żeby każdy niezadowolony z pracy wymiaru sprawiedliwości mógł »bronić« swoich interesów, rozstrzeliwując podejrzanych?” - pytał na swoim blogu.

W sprawie Kedysa nadal jest więcej pytań niż odpowiedzi. Czy zbrodnia to wynik jego frustracji bezczynnością policji i prokuratury? Czy też chodziło raczej o zemstę na znienawidzonej matce dziewczynki, która odebrała 37-latkowi dziecko? Czy Kedys działał sam, czy też pomogli mu pozostający na wolności gangsterzy mający na pieńku z sędzią? A może w ogóle nie miał nic wspólnego z zabiciem Furmanavicziusa i Naruszevicziene, jak sugerują niektórzy? Wreszcie - jak dalece ludzie są w stanie zaakceptować i usprawiedliwić instytucję samosądu, w przypadku gdy państwo nie jest w stanie bądź nie chce zainterweniować?

"Przede wszystkim musimy zbadać, dlaczego w tej konkretnej sprawie wymiar sprawiedliwości nie zrobił tego, co do niego należało" - mówi nam poseł Vytautas Kurpuvesas, inicjator utworzenia komisji śledczej.