Smulewicz powiadomił o sms-ach policję i sprawa trafiła do Prokuratury Rejonowej w Nowym Dworze Mazowieckim. To właśnie z okolic tej miejscowości miały być wysyłane sms-y.

Reklama

Senator poinformował PAP, że pierwszy z ok. 10 sms-ów otrzymał 18 września; później były kolejne, wysyłane o różnej porze, z różnych numerów telefonów komórkowych. Z treści sms-ów wynika, że nadawca lub nadawcy znali m.in. imiona dwóch wolontariuszek zaangażowanych w kampanię Smulewicza, a także plan ich pracy. On sam nie wyklucza, że obserwowano jego biuro, asystenta i wolontariuszki. "Sms-y zawierają groźby karalne" - powiedział senator.

"Nie mam zupełnie pojęcia, jaka osoba czy grupa, mogła wysyłać te sms-y. Bardziej traktuję to jako chuligańskie zachowanie, które widać, że ma na celu zniechęcić, a przy okazji nastraszyć" - powiedział Smulewicz. Dodał, że wolontariuszki, o których wspominano w sms-ach to osoby w wieku około 20 lat, zaangażowane w pracę jego sztabu wyborczego. "Obie wolontariuszki zdecydowały się kontynuować pracę, uważając, że nie można poddawać takim groźbom" - przyznał senator.

Prokurator rejonowa w Nowym Dworze Mazowieckim Emilia Krystek powiedziała w piątek PAP, że decyzję rozstrzygającą o tym, kto będzie prowadził postępowanie w sprawie gróźb zawartych w sms-ach do Smulewicza podejmie w najbliższym czasie Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Według niej, właściwą jednostką w tej sprawie jest prokuratura w Płocku - skąd Smulewicz jest senatorem lub prokuratura w Sochaczewie, gdzie Smulewicz przebywał, gdy dotarł do niego pierwszy sms.

Ze źródła w policji PAP dowiedziała się, że po złożeniu zawiadomienia w sprawie gróźb zawartych w sms-ach do Smulewicza, ustalono wstępnie, że miejscem ich nadania mogły być okolice Nowego Dworu Mazowieckiego.