Dziennik Gazeta Prawana logo

Rząd chce reklamować zawodówki. Po co?

23 marca 2010, 06:50
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Ministerstwo Edukacji chce wydać miliony na ogólnopolską promocję przestarzałego modelu szkolnictwa zawodowego. Liczy, że gimnazjalistów do zawodówek przyciągną instruktażowe filmy i gadżety. Na gruntowną zmianę sposobu kształcenia pieniędzy na razie nie ma.

Resort sprawdza, ile musiałby zapłacić za produkcję gadżetów, filmów, statuetek Oskar zawodowy i organizację konferencji. Według wstępnych wyliczeń to co najmniej siedem milionów złotych. Minister Katarzyna Hall przekonuje, że projekt zwiększy zainteresowanie gimnazjalistów i ich rodziców kształceniem zawodowym, a także zachęci przedsiębiorców do ściślejszej współpracy ze szkołami.

Dyrektorzy szkół są jednak sceptyczni. Mówią, że reklama to działania pozorne, a ten model kształcenia potrzebuje gruntownej reformy. I narzekają, że od wielu lat resort edukacji nie zrobił nic, by poprawić sytuację w zawodówkach. Brakuje profesjonalnych pracowni, pieniędzy na zajęcia dodatkowe – chociażby tak prozaiczne jak nauka języków obcych. Co więcej uczeń szkoły zawodowej, w odróżnieniu od rówieśników z liceum, nie ma szans na otrzymanie stypendium socjalnego. – Uczniowie szkół zawodowych czują się uczniami drugiej kategorii – przekonuje Zbigniew Łomiński, dyrektor Zasadniczej Szkoły Zawodowej w Brusach w województwie pomorskim.

Fatalną sytuację potwierdzają także statystyki. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, liczba uczniów i szkół lawinowo spada: jeszcze w 2000 r. do 6 tys. szkół zawodowych uczęszczało blisko milion uczniów. W minionym roku szkolnym było ich niespełna 3500 i kształciły 640 tys. uczniów.

Co zrobić, by ta tendencja się odwróciła? Rozwiązanie jest jedno – poprawa jakości kształcenia automatycznie zwiększy zainteresowanie. Dlatego przede wszystkim powinno się postawić na kształcenie praktyczne. Dziś większość uczniów nawet nie poznaje praktycznej strony zawodu – ucząc się w przestarzałych warsztatach szkolnych czy od dawna niemodernizowanych centrach kształcenia praktycznego. Zdarza się, że uczniowie rezygnują z podchodzenia do egzaminów zawodowych.

Efekt jest taki, że wśród bezrobotnych stanowią oni jedną z największych grup mimo dużego popytu na rynku na pracowników fizycznych i tzw. fachowców.

Z problemem niedostosowanych do rynku pracy zawodówek kilkanaście lat temu borykały się państwa Unii Europejskiej. Rozwiązaniem okazało się wprowadzenie systemu dualnego, czyli takiego, gdzie uczeń połowę czasu spędza w szkole, a połowę ucząc się zawodu u potencjalnego przyszłego pracodawcy.

– To jedyne rozwiązanie, które przynosi wymierny efekt, a nie wymaga dużych nakładów finansowych. Jednak ani Ministerstwo Edukacji, ani resort pracy nie były nim zainteresowane – mówi prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Spraw Społecznych. Tymczasem chociaż MEN właśnie pracuje nad reformą kształcenia zawodowego, to już pojawiają się sygnały, że na jej realizację nie wystarczy pieniędzy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj