Dziennik Gazeta Prawana logo

Rozstrzygnięcie konkursu walentynkowego

13 lutego 2009, 18:06
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Rozstrzygnięcie konkursu walentynkowego
Inne
Zakończył się konkurs DZIENNIKA na walentynkową historię miłosną. Czytelnicy przysłali nam setki listów. Spośród nich wybraliśmy sześć zwycięskich. Zaczynamy ich publikację od wyróżnionego opowiadania pana Zbigniewa Kurządkowskiego ”Jemioła”

Oboje mieszkaliśmy w tej samej podwarszawskiej miejscowości. Ona była starsza ode mnie 3 lata. Znaliśmy się tylko z widzenia. Ale jak to w małych miasteczkach, wszyscy prawie się znają, jak nie osobiście to przynajmniej wzrokowo. Jako nastolatki zorganizowaliśmy się i w większym gronie w maju pojechaliśmy do Zakopanego. Patrzę na stacji - jest, ona jest!

Już w pociągu, zwanym ”Rzeźnią” kombinowałem jak usiąść blisko niej. Udało mi się. Na kwaterze w Zakopanem robiłem wszystko, aby zwrócić choć na chwilę jej uwagę. Przeciągałem śniadania, wszyscy już zjedli i poszli do swoich pokoi, a ja zostawałem z nią w kuchni sam na sam. Tak samo z spacerami w grupie. A to but mnie uciskał, a to źle stanąłem, robiłem wszystko, aby iść na końcu grupy, obok niej.

Oczywiście pozostali zauważyli o co chodzi i zostaliśmy okrzyknięci parą. Po powrocie do domu nasz kontakt się nie urwał, a wręcz przeciwnie, nasze spotkania nasiliły się. Były spacery i wyjazdy rowerowe. Zabierałem ją, a w plecaku miałem radiomagnetofon Grundig (to był na tamte lata prawdziwy hit). I na polance, wśród mleczy rozmawialiśmy i pierwszy raz pocałowaliśmy się. A w tle grały Róże Europy, Jedwab, Marek Grechuta.

To była moja pierwsza dziewczyna. Byłem dumny chodząc z nią za rękę po mieście. Jest taki przesąd, że para całująca się w Wigilię pod jemiołą pobierze się. Już od listopada szukałem dużego drzewa z dużą ilością jemioły. Znalazłem je w połowie drogi między naszymi domami. Po wieczerzy wigilijnej byliśmy umówieni na spacer. Ale rodzicom każde z nas powiedziało, że idzie na pasterkę. Oboje czuliśmy, że się coś niesamowitego wydarzy. Mimo mroźnej nocy trzymaliśmy się za ręce. Na miejscu, pod jemiołą, była masa buziaków.

I mogę zaświadczyć, że przesąd o pocałunkach pod jemiołą sprawdza się. Po 1,5 roku wzięliśmy ślub. Mamy 2 synów. Trzy miesiące temu urodziła się długo oczekiwana córeczka Ania. Teraz jej śpiewam repertuar Róż Europy, Perfectu i obowiązkowo piosenkę Czerwonych Gitar - ”Anna Maria”.

Ilekroć przejeżdżam koło ”naszego” drzewa, tylekroć przypomina mi się ta historia. Dziękuję Ci Agnieszko za to, że mieliśmy takie młodzieńcze zrywy serca, że nie było czasu na nudę. W latach 90-tych nie było telefonów, internetu, e-maili, a komunikacja międzyludzka była dużo prostsza niż przy obecnej technice. Nauczyliśmy się rozmawiać, słuchać. Kochać.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj