Przez to skrzyżowanie przejeżdża codziennie wiele samochodów, ciężarówek. Korzysta z niego też coraz więcej rowerzystów i pieszych. Zazwyczaj , kiedy ruch nasila się, władze ustawiają więcej znaków drogowych i świateł. W tym przypadku stało się odwrotnie - usunięto światła.

I pomogło - liczba wypadków spadła. Na skrzyżowaniu wcześniej zdarzało się około 8 kolizji rocznie, teraz jest ich mniej niż dwie. ”Mały chaos pomaga ludziom lepiej myśleć, być ostrożniejszym i odpowiednio reagować na zmieniającą się sytuację” - chwali to rozwiązanie Nieske Ketelaar, radna Drachten.

Jeszcze dalej posunęły się władze innego holenderskiego miasteczka Makkinga. Usunęły znaki drogowe z całego miasta. ”Gdy usuniemy pewność tworzoną przez znaki drogowe, kompletnie zmienia się nastawienie kierowców” - przekonuje Ben Hamilton, urbanista.

Ciekawe, czy w naszej stolicy ten sposób zmusiłby kierowców do większej ostrożności?