Mężczyzna, który zaatakował rodzinę posła, nie odzyskał przez tydzień przytomności. Odepchnięty przez Jackiewicza, upadł na chodnik i uderzył głową w krawężnik. Dziś lekarze mówią, że miał niewielkie szanse na przeżycie. Gdy trafił do szpitala, był już w stanie krytycznym.
Poseł przybył rodzinie na ratunek po telefonie od żony. Roztrzęsiona kobieta alarmowała, że jakiś pijak nachalnie zaczepią ją i jej pięcioletniego syna. Dawid Jackiewicz nie namyślał się długo. Szybko pojechał na przystanek, na którym z autobusu wysiadła jego żona i synek. Okazało się, że pijak wysiadł razem z nimi. Próbował wyrwać matce dziecko, krzycząc, że to jego syn. Wtedy poseł wkroczył do akcji i obronił rodzinę.
Prokuratura nie postawiła jeszcze żadnych zarzutów w tej sprawie, ale możliwe, że to zrobi. Najpierw jednak chce poznać opinie biegłych. A poseł Jackiewicz nie chce komentować swojej interwencji. Podkreśla tylko, że każdy mąż i ojciec zrobiłby to samo na jego miejscu.