"W śledztwie już od początku popełniono wiele błędów. Oni powinni byli złożyć zeznania w obecności rodziców i psychologa, a tak nie było" - mówi DZIENNIKOWI ojciec Łukasza P., jedynego gimnazjalisty, który sąd nie wypuścił wczoraj na wolność.
Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin: Państwa syn pozostanie na kolejne trzy miesiące w ośrodku. Nie spodziewaliście się takiej decyzji
sądu.
Ojciec Łukasza P: Nie zasłużył sobie na trzymanie go w zamknięciu. A jeżeli już, to wszyscy zasłużyli. Przecież wszyscy brali w tym udział. Cała piątka. Dlaczego ich wypuścili, a on został? Sam jeden? Jeżeli już, to koledzy też powinni zostać. Wszyscy są tak samo winni. Wszyscy tam byli.
Nie tak dawno mówiliście państwo, że dzieci nie zrobiły nic złego. Nadal tak uważacie?
Nie. Ale jeżeli już, to wszyscy zrobili coś złego. Nie tylko on.
Taka była o nim opinia psychologa, wychowawców z ośrodka. Według wstrząsających zeznań chłopców państwa syn był prowodyrem dręczenia Ani.
W śledztwie już od początku popełniono wiele błędów. Oni powinni byli złożyć zeznania w obecności rodziców i psychologa, a tak nie było. Nie wiadomo, do czego ich przymuszono w czasie przesłuchań. Nie można wierzyć tym zeznaniom.
Ale sami państwo mówią, że jednak stało się coś złego.
Tak. Ale może to my jesteśmy winni... Może źle wychowaliśmy syna? Popełniliśmy jakieś błędy? Tylko dlaczego on za to cierpi? Niech nas wsadzą na dwa lata. Jeśli ktoś jest winien, to my.
*Eugeniusz P. i jego żona, rodzice Łukasza, chłopca, który jako jedyny nie został zwolniony ze schroniska dla nieletnich
Ojciec Łukasza P: Nie zasłużył sobie na trzymanie go w zamknięciu. A jeżeli już, to wszyscy zasłużyli. Przecież wszyscy brali w tym udział. Cała piątka. Dlaczego ich wypuścili, a on został? Sam jeden? Jeżeli już, to koledzy też powinni zostać. Wszyscy są tak samo winni. Wszyscy tam byli.
Nie tak dawno mówiliście państwo, że dzieci nie zrobiły nic złego. Nadal tak uważacie?
Nie. Ale jeżeli już, to wszyscy zrobili coś złego. Nie tylko on.
Taka była o nim opinia psychologa, wychowawców z ośrodka. Według wstrząsających zeznań chłopców państwa syn był prowodyrem dręczenia Ani.
W śledztwie już od początku popełniono wiele błędów. Oni powinni byli złożyć zeznania w obecności rodziców i psychologa, a tak nie było. Nie wiadomo, do czego ich przymuszono w czasie przesłuchań. Nie można wierzyć tym zeznaniom.
Ale sami państwo mówią, że jednak stało się coś złego.
Tak. Ale może to my jesteśmy winni... Może źle wychowaliśmy syna? Popełniliśmy jakieś błędy? Tylko dlaczego on za to cierpi? Niech nas wsadzą na dwa lata. Jeśli ktoś jest winien, to my.
*Eugeniusz P. i jego żona, rodzice Łukasza, chłopca, który jako jedyny nie został zwolniony ze schroniska dla nieletnich
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|