W dzisiejszej Europie powracamy do sporu o kapitalizm. O to, czy warto go kontestować, czy też lepiej stać się jego wyznawcą. I czy potrafimy choćby pomyśleć - nie mówiąc już o sensownej realizacji - jakikolwiek świat lepszy od tego, jaki proponuje nam "waszyngtoński konsensus".
Każdy porządny spór zaczyna się od analizy, a Richard Sennett jest jednym z najlepszych analityków kulturowych przemian kapitalistycznych społeczeństw. Sennett pozostaje oczywiście pod wpływem monumentalnej tezy Szekspira i Marksa twierdzących zgodnie, że pod władzą wyzwolonego pieniądza "wszystko, co stałe, wyparowuje, a wszystko, co święte, zostaje sprofanowane". Twierdzi, że kapitalizm, po swoim skoku od fazy purytańskiej do konsumpcyjnej, powoduje zanik twardych instytucji i korupcję silnych charakterów. Z tym rozpoznaniem, łączącym w sobie lewicowy krytycyzm i konserwatywną nostalgię, polemizują na naszych łamach Peter Singer (odpowiedź Panglosa: żyjemy w najlepszym ze światów), John Gray (destrukcja leży w naturze kapitalizmu, a pragnienie odtworzenia dawnych instytucji czy obyczajów jest tak samo sensowne jak "próba tkania zniszczonej pajęczyny gołymi rękoma") i Roger Scruton (odpowiedź neokonserwatywna).
Roger Scruton powtarza tezę, którą znamy z błyskotliwego eseju Legutki o nieliberalnych fundamentach liberalizmu. Tyle że powtarza ją z optymizmem (może odgrywanym), którego Legutce odgrywać się już nie chce. Bo tak samo jak atakuje swoje nieliberalne fundamenty (zakazy, lęki, religijną wiarę) liberalizm kulturowy, tak samo liberalizm ekonomiczny atakuje i niszczy tradycjonalistyczne bariery dla konkurencji i przepływu kapitału.
Neokonserwatyści chcą nas przekonać, że wystarczy się modlić i zachowywać wstrzemięźliwość, aby zerwać zależność pomiędzy rozwojem kapitalizmu i przemianą obyczajów. Sami rzadko są przy tym żarliwie religijni. Często nawet nie wierzą w Boga. Chcą natomiast używać religijnych zakazów i nakazów jako siły społecznie pożytecznej, stabilizującej zarówno instytucje i prawa, jak i zachowania jednostek. Tak robiono od czasów Oświecenia. Przypomina się choćby pochwała religii, jaką wygłaszał Wolter. Czy jednak religia tak dalece poczciwa oprze się kapitalizmowi?